Strony

wtorek, 27 lipca 2021

Biblioteka dzieciaków - "Dom numer pięć" Justyna Bednarek

 Justyna Bednarek „Dom numer pięć”

Justyna Bednarek autorka wielu książek dla dzieci w tym wielokrotnie nagradzanej „Niesamowite przygody dziecięciu skarpetek” niedawno wydała kolejną ciekawą książkę pt. „Dom numer pięć”.

Trafiła do mnie przypadkiem i długo zastanawiałam się do jakiej grupy wiekowej jest przeznaczona. Opisuje losy dwunastolatka, ale czytałam opinie o niej już dziewięcio i dziesięciolatków. Jest z pewnością bardzo pouczająca i mądra i w ciekawy sposób opisuje duży problem jaki dotyka spora część dzieci a mianowicie dręczenie i prześladowanie przez rówieśników. Podoba mi się bardzo główny bohater, który ma poważne problemy ze wzrokiem i jest świadomy tego że już niedługo oślepnie zupełnie. Opisuje swoich zatroskanych rodziców, którzy starają się go chronić i swój świat szkolny gdzie zawsze był odsuwany na bok. Wszystko nagle się zmienia gdy pojawia się nowy nauczyciel, który bardzo go motywuje i mówi mu „dasz radę”. Te słowa go wzmacniają i pomagają w wielu sytuacjach. Akcja książki z początku toczy się w naszych czasach ale później nagle przenosi się w zupełnie inna czaso-przestrzeń. Opisane miejsca i przygody wydawały mi się straszne jak na książkę dla dzieci, ale uświadomiłam sobie, że nawet w „Czerwonym Kapturku” wilk pożerał babcię 😊 

Wróćmy do głównego bohatera, Piotrka, który nosi grube okulary, bo bez nich nic nie widzi. Spotykamy go w szkole, w której jest dręczony i zastraszany przez Eryka, który chowa mu okulary i wyśmiewa się z niego. Piotrek postanawia uciec przez złym kolegą i biegnąc na ślepo wpada do domu numer pięć, a za nim pojawia się tu też Eryk. I wszystko się zmienia : Teraz Eryk jest ślepy a Piotrek widzi doskonale; świat wokół jest zupełnie inny – jest wojna. Pojawiają się nowe, niesamowite postacie. Książka naprawdę zaczyna wciągać. Niesamowita jest postawa Piotrka, który odzyskał wzrok ale nadal pozostał sobą czyli kimś dobrym, uczynnym , wyjątkowym a nawet opiekuńczym wobec swojego wroga.

Autorka rywalizację dzieci i tworzenie się grup, dosłownie nazywa wojną, w której się zabija i leje się krew. Jest to wezwanie do tolerancji, akceptacji, do oceniania ludzi na podstawie wartości a nie kolorów ubrań czy innych cech.

„Dom numer pięć” to bardzo wartościowa książka, którą powinny przeczytać dzieci i być może spojrzeć na ten swój świat trochę inaczej.

Wydawnictwo Literackie.

www.wydawnictwoliterackie.pl

JB

poniedziałek, 26 lipca 2021

Morskie opowieści - rafa koralowa

 Zapraszam na kolejne kreatywne spotkanie, a może wspólne tworzenie. Dziś pobawimy się masami, z których można lepić. Może to być plastelina, modelina, glina, masy kreatywne itp. Zapewniam Was, że zwykła plastelina też wystarczy :)

Post miał być o rozgwiazdach, bo właśnie takie morskie zwierzątko zaproponowałam mojej Lili to stworzenia. Później córka już sama (w ukryciu przede mną, hihihi) stworzyła niesamowitą makietę rafy koralowej. Wszystko z plasteliny. Mnóstwo zwierząt i roślin. Wszystko według własnego pomysłu bez odwzorowywania.

Na pierwszym planie leży kotwica, pewno z zatopionego okrętu ;)
Są też ryby rafowe :)
A wszystko zaczęło się od jednej rozgwiazdy. Potem powstała kolejna. Kawałek rafy...
Ślimak - pierwszy mieszkaniec:
A więc może i Wasze pociechy poniesie wyobraźnia i po stworzeniu pierwszej rozgwiazdy stworzą wspaniałą rafę koralową? Zapraszam na bardzo prosty kurs na ulepienie rozgwiazdy. Potrzebna będzie masa plastyczna (tutaj plastelina), wykałaczka, trochę grubszy patyczek najlepiej zaokrąglony (my wykorzystaliśmy taki z pędzelka), nóż, wzór gwiazdy pięcioramiennej wycięty z papieru.
Z masy robimy kulkę, którą spłaszczamy, przykładamy gwiazdy i zaznaczamy dookoła.
Możemy też ja odcisnąć w masie.
Wycinamy nożykiem gwiazdę (najlepiej grubszą) i formujemy palcami. Następnie kulamy małe kuleczki różnej wielkości. Możemy po bokach rozgwiazdy zrobić nożem wzorek (takie delikatne kreseczki).
Przyklejamy kulki do gwiazdy. Duże na środku i coraz mniejsze na ramionach.

Robimy w kulkach otworki:
Na koniec trochę wyginamy ramiona.

Po zrobieniu rafy koralowej sięgnęłyśmy z Lili do naszej domowej biblioteczki w poszukiwaniu raf. Okazało się, że w kilku książkach są pięknie przedstawione na ilustracjach. Bardzo kreatywną zabawą było porównywanie roślinek i zwierząt ulepionych z tymi na obrazkach. Lili oczywiście już miała pomysły na kolejne makiety z innymi rafowymi stworzeniami.
Tutaj rafa z książki "Lila w podróży dookoła świata" Peggy Nille:
Tutaj nasze ulubione "Wielkie podwodne poszukiwania":
Kreatywna książka do wyszukiwania, kolorowania i poznawania świata zwierząt:
I jeszcze jedna wyszukiwarka "Wielkie poszukiwania zwierząt":
Morskie stworzenie tworzyłyśmy też z modeliny. Miały to być zawieszki więc zaopatrzyliśmy je w metalowe haczyki. Oprócz samego ich tworzenia super zabawą okazało się ich fotografowanie. Najpierw trzeba było zrobić imitację dna morskiego z niebieskiej chusty i kamieni. Później tak poukładać modeli aby dobrze się prezentowali i to w różnych konfiguracjach. Oszczędzę Wam przewijania i załączę tylko trzy zdjęcia z sesji (hihihi). Dobrze że mam dużą kartę pamięci w telefonie (hihihi). 

A na koniec stworzenia nie morskie (nie licząc ryby, ale ona jest w komplecie z kotem). Oczywiście Lili nie byłaby sobą gdyby nie zrobiła kota. Jeden to pierścionek a drugi można nałożyć na kredkę.
Pozdrawiam Was jak na morzu: Ahoj! i do kolejnych morskich opowieści.
JB

sobota, 24 lipca 2021

Mama czyta - Lili.com

„Lili.com” to książka Lili Anders wydana przez Novae Res.

Zachęcona opisem zwiastującym książkę sięgnęłam po tą lekturę. Miała to być opowieść o przemianie, o walce o siebie, o spełnieniu marzenia o lepszym życiu. Główna bohaterka opowiada o swoim życiu, w którym na nudną pracę, chłopaka, z którym nie planuje przyszłości, kiepski samochód i wielkie marzenia o bogatym życiu. Postanawia zawalczyć o siebie: założyć firmę, którą rozwinie i która z biegiem czasu zacznie sama na nią pracować. Ale ta cała przemiana jest opisana jako jeden długi monolog z faktami. I w zasadzie zajmuje tylko początek książki. Cała reszta to opis romansu z milionerem. Lili z niepozornej pracownicy biurowej stała się pewną siebie, seksowną biznesswomen niezależną finansowo. Bogaty Rob jest przedstawiony jako ideał mężczyzny w każdym calu: przystojny, wysportowany, zawsze pachnący, dobrze ubrany, szarmancki, dobrze wychowany, posiadający najnowsze samochody, eleganckie domy…. Prawdziwy książe z bajki 😊 Tylko, że Lili nie jest biednym Kopciuszkiem a kobietą z dziwnym charakterem i nałogiem palenia (który osobiście bardzo mi przeszkadzał w tej książce). Zaczyna między nimi iskrzyć. Ale ich wizje przyszłości są jakby odmienne. Moim zdaniem brakuje im dialogu i długich rozmów. Oświadczyny po 4 dniach znajomości i planowanie wspólnego zamieszkania od zaraz wydają się głęboko nierealne. Te i inne zaskakujące propozycje Roba przerażają Lili ale w końcu im ulega. Sielanka tych dwojga trwa przez większość książki i dopiero pod sam koniec jest jakaś akcja, która sprawia, że coś się dzieje.

Jest to niewymagająca lektura na jedno popołudnie. Pokazuje jak można zawalczyć o siebie i odmienić życie. W każdym związku ludzi ważne jest zaufanie i wzajemny dialog, bo to może rozwiązać  problemy związane z niedomówieniami i odmiennymi oczekiwaniami. Przedstawienie najlepszego, według bohaterki, wariantu życia w luksusie gdzie liczą się drogie samochody i markowe ubrania do mnie nie trafia.

Książkę miałam okazję przedstawić Wam dzięki wydawnictwu Novae Res

Pozdrawiam

JB

piątek, 23 lipca 2021

Wybierz grę dla swojego dziecka - Szczęśliwice Wielkie


 Szczęśliwice Wielkie

Zbuduj miasto szczęśliwych ludzi!

Najnowsza gra firmy Rebel zaprasza nas do budowania miasta, w które trzeba tak inwestować aby jego mieszkańcy byli zadowoleni.

Pamiętam, że już od dawno gry oparte na tworzeniu miast, wsi, gospodarstw cieszyły się dużym zainteresowanie i bardzo wciągały. Zarówno te tradycyjne jak i komputerowe.

Tutaj mamy rozgrywki karciane dla dwóch do pięciu graczy powyżej dziesięciu lat.

Według opisu gra ma trwać 15 do 30 minut. Są tez dwa warianty gry: rodzinny i ekspercki (dla tych, którzy lubią strategiczne myślenie).

Gra znajduje się w niedużym pudełku (rozmiar zeszytu), w którym znajdziemy: instrukcję, żetony i malutkie karty. Już na wstępie spodobały nam się grafiki umieszczone na kartach. Są naprawdę bardzo zabawne i pomysłowe. Oprócz znanych budowli jak np. Plac Czerwony, Partenon, Tadź Mahal, Wieża Eiffla jest też Kocia Kawiarenka, Fabryka Słodyczy, Basen Olimpijski z kulkami czy Parking dla Smoków 😊



Grę zaczynamy od jednego szczęśliwego sklepiku i wypłat z banku w każdej rundzie. Za żetony (monety) kupujemy kolejne budynki i budujemy nasze miasto. Nie możemy mieć dwóch kart o tej samej nazwie. A budynki specjalne możemy kupić tylko spełniając warunki zapisane na kartach.

Zasady gry łatwo opanować i choć z początku sama gra toczy się szybko to później zmusza do myślenia, bo jednak musimy decydować w co inwestować. Możliwości jest kilka od budynków przynoszących dochód po takie, które uszczęśliwia mieszkańców.

Na koniec gry jest trochę liczenia : podliczyć trzeba punkty uzyskane przez przemnożenie liczby serc i symboli mieszkańców. Osoba, która uzyskała wyższy wynik, wygrywa.

Po każdej rozgrywce jest pewny niedosyt a w głowie już rodzi się plan na nowe miasto. Zapewniam Was, że na jednym rozdaniu się nie zakończy.

Gra ciekawa, nie trudna (myślę, że wiek od 10 lat jest podany z uwagi na obliczenia punktów, szczególnie na końcu). Małe karty nie są problemem a ogólny niewielki rozmiar do doskonałe rozwiązanie na zabranie gry na wakacje do walizki.

Polecam :)

JB

www.rebel.pl

czwartek, 22 lipca 2021

Sezonowe Mamy - ZIELONY LIPIEC

Lato w pełni. Cieszymy się dostępem do świeżych warzyw i owoców. Dziś zapraszamy Was na inspiracje z zielonym...oj zielono nam...aromatyczna mięta...soczysty słodki groszek, krucha i chrupiąca kalarepa, zielona fasolka szparagowa, orzeźwiające ogórki, wciągający bób, cukinia, z której możemy wyczarować praktycznie wszystko...oto bohaterowie naszego dzisiejszego posta.

Kalarepa to niedoceniane warzywo. Chrupiąca, lekko ostra nadaje się zarówno do pieczenia, jako dodatek do drugiego dania ugotowana i podana z masełkiem, albo w jako jeden z elementów zupy jarzynowej. Ostatnio zrobiłam też z niej surówkę: ogórka, kalarepę starłam na dużych oczkach tarki, dodałam dużo koperku, sól, pieprz, sok z cytryny i jogurt naturalny. Przed podaniem schłodziłam.


Miętę bardzo lubimy, także jako element dekoracyjno jadalny na wszelakich letnich ciastach i babeczkach:


A ponieważ zaczął się sezon ogórkowy, serdecznie Wam polecam ten przepis <klik> robię z niego zarówno podłużne plastry ogórków jak i drobno pocięte  w słupki ogórki, paprykę, marchew, cebulę i zalewam ta samą zalewą...rewelacyjny i pełen aromatu dodatek do kanapek, dań z grilla czy mięs

A tu coś pomiędzy pasztetem a cukinią, nie podam Wam jakiś dokładnych proporcji...ale dużo mi tego wyszło (tzn 2 keksówki i 12 foremek muffinkowych), akurat dobrze, bo mogłam się tym smacznym czymś podzielić ze znajomymi...
Starłam 2 średnie cukinie na dużych oczkach, odsączyłam z nadmiaru wody. 2 szklanki ugotowanego i obranego bobu podzieliłam na pół, część dodałam do cukinii a część zblendowałam z odrobiną wody, taką zieloną pulpę z bobu dodałam do cukinii i całego bobu. Zesmażyłam drobno pokrojony boczek (jakieś 15 dkg) i starłam na grubych oczkach ser żółty (ok 20 dkg) Doprawiłam solą, pieprzem, świeżą bazylią i lubczykiem, suszonym oregano, dodałam 3 jajka i trochę bułki tartej do zagęszczenia...wylałam masę do foremek. Piekłam do zrumienienia ok 1,5 godziny w temp.190 st.C



W to upalne dni woda to podstawa, by ugasić pragnienie.
Czasem do wody dodajemy różne dodatki, tym razem były to plastry ogórka i cytryny oraz liście mięty.
Cudownie rześki smak:


Ostatnia propozycja robi się w zasadzie sama i z "resztek" (np z ugotowanego dzień wcześniej bobu czy resztek sera i wędlin) ;) to tarta z gotowego ciasta francuskiego. Wyłożyłam ciasto na dużą blachę, na to położyłam plastry sera żółtego, pokrojoną szynkę, szklankę bobu...zalałam jajkami z jogurtem (6 jajek i pół dużego opakowania jogurtu naturalnego z przyprawami) Piekłam do zrumienienia ok 40 minut w temp 210 st.C. Podałam z sosem czosnkowym, Dobre na ciepło i na zimno.


ZosiaSadosia zaprasza Was natomiast na kokardki z pietruszkowym pesto i bobem z dużą ilością parmezanu...


Macie i Wy swoje ulubione zastosowanie ZIELONEGO w kuchni?

Pozdrawiamy 

Zespół KTM

środa, 21 lipca 2021

Podróże małe i duże - "MAGICZNE OGRODY"

 Wakacje trwają! Dla dzieci to czas na wakacyjne wyjazdy pełne beztroski, radości i przygód. Takie, po których zostają piękne wspomnienia. W tym roku nie wypuszczamy się ani za daleko, ani na długo. Postanowiliśmy w kilku wyjazdach pokazać dzieciom naszą Małą Ojczyznę, wyruszamy na podbój Lubelszczyzny i na tę wycieczkę Was zapraszamy! W pierwszym tygodniu lipca, przy temperaturze ponad 30 stopni rozpoczynamy swoją podróż. Trochę niepewni, jak damy radę w tym upale rozpoczynamy swoją przygodę w miejscu niezwykłym. Tu, gdzie świat przyrody przenika się wzajemnie ze światem baśni. Jedziemy do  Magicznych Ogrodów! 

Jest to rodzinny park tematyczny, który leży w okolicach Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Miejsce stworzone na podstawie oryginalnej baśniowej opowieści. Baśni o dwóch czarodziejach Zoranie i Aragu, którzy dokonali różnych wyborów życiowych, a ich losy są tak odmienne jak zmieniające się ogrody w różnych porach roku. Zwiedzając to miejsce automatycznie przeniesiecie się w czasie i staniecie częścią opowieści o życiu. W napotykanych po drodze tematycznych krainach oddacie się beztroskiej zabawie, a przede wszystkim spotkacie wielu niezwykłych bohaterów. My wybraliśmy się w szóstkę: Ja, mąż, Lidia (7 lat), Bartuś (2,5) oraz dzieciaki mojej siostry Szymek (12 lat) i Weronika (10), bo Magiczne Ogrody to miejsce dla ludzi w różnym wieku. Przy kasie korzystamy z Karty Dużej Rodziny (mamy zniżkę 10 %) oraz z Bonu Turystycznego. Magiczne Ogrody od samego wejścia zachwycają wszystkich ogromem kwiatów i zieleni. 

Rośnie tu wiele pięknych drzew i krzewów, wśród których poustawiano ławeczki dla odwiedzających. Szemrzące strumyki, małe wodospady i krystaliczna woda płynąca po kamieniach towarzyszą temu miejscu niemal wszędzie. 


Po szerokich alejkach przechadzają się baśniowi bohaterowie: Wróżki, Krasnoludy i Czarodzieje. A już od wejścia wita nas włochaty Mordol, który tylko czeka, aby coś spsocić, np. ukraść z głowy kapelusz Szymkowi, a potem zapozować do obowiązkowej fotki. 

Cały teren podzielony został na kilka krain, znajdziecie tu między innymi tereny należące do: Wróżek, Bulwiaków czy Krasnoludów, a dla odważniejszych przygotowano specjalne Mroczysko, do którego bez wahania weszli moi siostrzeńcy! Czekają tu na Was między innymi:

Marchewkowe Pole, czyli wielkie marchewy, po których dzieciaki chętnie się wspinają:

 Mosty w koronach drzew, w których można sprawdzić swoją orientację w terenie i kondycję:
Krasnoludzka Wieża Prób, którą moje dzieci pokonały bez trudu, a ja oczywiście nawet tam nie weszłam:
Krasnoludzkie huśtawki i karuzele napędzane siłą własnych mięśni:

Przejażdżka kolejką po Krainie Bulwiaków:
 

Wiele podziemnych tuneli, którymi przemieścimy się z miejsca na miejsce:

Ciekawą atrakcją są własnoręcznie obsługiwane tratwy, co jest nie lada wyzwaniem dla laika:

Oraz wiele, wiele innych atrakcji, które dostarczą różnorodnych wrażeń, bo Magiczne Ogrody zostały stworzone z myślą o rozwoju dzieci od najmłodszych lat, a wszystko za sprawą integracji sensorycznej. Ten świat poznaje się bowiem za pomocą wszystkich zmysłów, a służą temu tylko naturalne surowce dostępne w ogrodzie: woda, drewno, kamień,  rośliny, ziemia. Tu nie ma ograniczeń. Każdy może wszystkiego dotknąć i spróbować. Wspinać się, pokonywać podziemne tunele, czy podniebne labirynty. Tu wszystkie zmysły pracują na najwyższych obrotach. 

Po takim wysiłku fizycznym i psychicznym należy się chwila oddechu i nabrania sił, jaką gwarantują różnorodne restauracje, kawiarnie, lodziarnie, ogródki, czy piknikowe zagajniki. Każdy znajdzie coś dla siebie w szerokiej ofercie dań sprzedawanych na wagę. Nawet takie niejadki jak moje dziewczyny. Dla karmiących mam przygotowano specjalne pokoje z przewijakiem, ale nie brak tu zacisznych miejsc w cieniu drzew, gdzie spokojnie można nakarmić maluszka, jak ta ławka,ukryta wśród drzew, na której dwa lata temu posilał się mój syn. 

Po intensywnych eskapadach można chwilę odetchnąć w miejscach z wodą lub w nieziemsko pachnącej Różance, wzdłuż której usytuowano ławeczki:


Magiczne Ogrody zachwyciły nas po raz kolejny! Jest tu bardzo świeżo, zielono i przede wszystkim czysto. Polecamy wybrać się na tygodniu, gdy nie ma weekendowego tłumu turystów. My przyjechaliśmy ok. 13 i uniknęliśmy kolejek do kasy, które są z rana. Można też zakupić bilety on-line, aby od razu wejść bez przysłowiowego odstania. Spędziliśmy tu 4, 5 godziny razem z posiłkiem i jest to czas wystarczający, aby wszystko zobaczyć i wypróbować. Dzieciaki były padnięte od nadmiaru wrażeń i usnęły, gdy tylko wyjechaliśmy z parkingu. Jeśli zaplanujecie wycieczkę w te okolice, to rezerwujcie sobie na Magiczne Ogrody cały dzień. O Kazimierzu Dolnym, Janowcu i Nałęczowie, które trzeba też koniecznie zobaczyć napiszę Wam w odrębnym poście. Zapraszam w lubelskie!