Strony

sobota, 16 stycznia 2021

Mama czyta - Maja Lunde "Ostatni"

Witajcie.

Dziś recenzja podwójna: karto_flany i tynki.
Książki "Ostatni" otrzymałyśmy z Wydawnictwa Literackiego <klik>
Zapraszamy:

karto_flana

Książkę czytało się powoli, powolna była narracja, epicko opisująca trzy plany czasowe. 
Pierwszy z nich to koniec XIX wieku. Michaił Kowarow, pracownik petersburskiego Ogrodu Zoologicznego otrzymuje informację o dzikich koniach żyjących w Mongolii i postanawia sprowadzić je do swojego ogrodu. Wraz z Niemcem Wilhelmem Wolffem wyruszają do Mongolii aby sprowadzić owe konie. 
Kolejny plan czasowy to koniec lat 90tych XXwieku i Niemka Karin, która wraz ze swoim synem Mathiasem postanawia przywrócić konie Przewalskiego ich naturalnemu środowisku- stepom Mongolii. W owym czasie zachowało się bowiem niewielu przedstawicieli tego gatunku i wszystkie żyły w niewoli. 

Ostatni z planów czasowych to świat przyszłości- świat zniszczony katastrofą klimatyczną, w którym brakuje spokoju, jedzenia, trzeba walczyć o przetrwanie. Eva z córką Isą mieszkają w dawnym niby ogrodzie zoologiocznym i co dnia walczą o przetrwanie. Isa namawia matkę, żeby porzuciły dom i ruszyły na północ w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Eva nie chce jednak zostawić swoich koni Przewalskiego… 

Jak widzicie wszystkie te plany czasowe łączą się z końmi Przewalskiego. Zwierzęta zostały tu przedstawione jako coś wyjątkowego, coś bardzo ważnego dla głównych bohaterów.

Książkę czytało się dobrze, choć zabrakło mi w niej tej ciekawości i pytania podczas czytania: „Co będzie dalej”. Zabrakło jakiejś akcji, napięcia. Mimo wszystko można się zatracić w tych trzech historiach, które łączy pytanie o kondycję naszej przyrody i naszego świata. Zastanawiam się do tej pory co oznacza tytuł. Czy ostatni to Ci którzy jako ostatni troszczą się o przyrodę?

tynka

To moje kolejne spotkanie z autorką, dlatego spodziewałam się lektury ciężkiej, trudnej, ale nade wszystko mądrej i się nie zawiodłam.
Jeśli mnie znacie, wiecie, że nie lubię czytania książek na raty oraz kilku jednocześnie...a zarówno w powieści Mai Lunde "Historia pszczół" jak i teraz "Ostatni" powieść rozpisana jest jako 3 osobne historie w trzech różnych planach czasowych. To mnie troszkę męczyło...bo było to tak jakbym czytała 3 książki na raty, a tego nie lubię najbardziej na świecie...jednak, gdy przebrnie się przez początek i da się wciągnąć każdej historii, nie czuć zupełnie tego przeskakiwania z opowieści do opowieści, bowiem autorka ma niesamowity dar opowiadania.


Tym, co łączy postaci w tej powieści są konie Przewalskiego...Ale to jedynie jeden z elementów wiążących te historie. Inną istotną rolę, która wiąże te historie są także relacje na linii rodzic dziecko.
W planie z przeszłości poznajemy wdowę i jej syna Michaiła, statecznego człowieka, który nie zamierza zakładać rodziny, oddaje się swojej pracy w pełni, wykonując powierzone mu obowiązki z sercem i pasją. To człowiek, który raczej nie lubi zmian, a nade wszystko nieustannego oczekiwania i pytań ze strony swojej matki-kiedy założy rodzinę. Wkrótce nadarza się niebywała okazja by odnaleźć i sprowadzić "dzikie konie" ze stepów mongolskich. Pod swoim dachem Michaił i jego matka goszczą Wilhelma, znanego podróżnika i badacza. Matka wyczuwa intuicyjnie coś, o czym sam Michaił dowie się dopiero w trakcie podróży. Opis zmian zachodzących w mongolskiej przyrodzie idealnie współgrał z emocjami podróżników!!


Plan teraźniejszy to opowieść o Karin, które całe swoje życie poświęciła odbudowie gatunku koni Przewalskiego...Historia jej życia, to w jaki sposób "zakochała" się w tych zwierzętach sięga daleko do jej dzieciństwa. Teraźniejsza opowieść przerywana jest wieloma retrospekcjami dzięki czemu możemy się dowiedzieć o kolejnych jej losach, doświadczeniach...zarówno jej dzieciństwo, wczesna dorosłość a także jej macierzyństwo to nie była lekka historia...ale to wszystkie te wydarzenia ukształtowały ją i jej stosunek do życia, do innych ludzi, a nade wszystko do zwierząt. To przytłaczająca opowieść, dla której nadzieja znajduje się dopiero w kolejnych pokoleniach, które być może nie popełnią błędów zaniechania z przeszłości...skomplikowana relacja Karin i jej syna Mathiasa...oraz Mathiasa (narkomana) i jego córki...czy można naprawić błędy z przeszłości? Czy można wyjść z prawdziwego gnoju? 

Plan z przyszłości to historia, która gdy się na nią spojrzy ma realną szansę by się spełnić, co jest wyjątkowo przerażające...a na samą tą myśl człowieka aż mrozi! Ukazany świat za 40 lat...a zmiany jakie w nim zaszły są nie do uwierzenia. Ludzie walczą o przetrwanie, o jedzenie i wodę. Zmienił się klimat, nastają wieloletnie susze albo wielomięsięczne nieustanne deszcze, pogoda staje się nieprzewidywalna. W takim otoczeniu przyszło żyć Evie i jej córce Isie. Ludzie na powrót stają się nomadami, ale te dwie kobiety niczym korzeniami przyrosły do gospodarstwa, które jeszcze je żywi (mają kozy, krowy, kury a dzięki temu dostęp do mleka, mięsa i jaj) i konie-które są nieustannym powodem do sprzeczek między córką, która twierdzi, że to darmozjady a matką, która usilnie Isę przekonuje, że nie wiadomo jak jest w świecie i być może konie, którymi one się opiekują są ostatnimi z gatunku?...by mieć jakieś rośliny muszą samodzielnie je zapylać. Ta futurystyczna wizja nie jest aż tak abstrakcyjna gdy spojrzy się na to, w jak krótkim czasie za sprawą działalności ludzkiej zmienił się klimat to daje nam to naprawdę wiele do myślenia...
Evie stara się zachować dla swojej córki jakieś strzępki normalności, codziennie poza obowiązkami gospodarskimi,matka prowadzi niejako szkołę dla Isy ...żyją w odosobnieniu, jednak Evie zdarza się wyjechać do miasta odległego o wiele kilometrów, by wymienić nieco jaj czy mleka na inne produkty...Żyją też w strachu, by nikt nie odnalazł ich gospodarstwa...jednak pewnego razu Eva wracając z miasta przywozi ze sobą młodą kobietę. Kim jest? Czym zaskarbiła sobie ufność ostrożnej dotąd Evy? Kolejna rozbudowana historia, dzięki której dowiadujemy się o trudnych relacjach matki i córki, oraz tęsknocie do drugiego człowieka...

To powieść o ludzkich uczuciach w niecodziennych warunkach, ukazuje, że niezależnie od czasu człowiek potrzebuje do życia innych ludzi, ale i przyrody...to daje do zastanowienia...szczególnie w czasach jakich żyjemy.

I dwa cytaty, które MOCNO zapadną mi w pamięci:
Pierwszy dotyczy reakcji Karin na rywalizację między ogierami, ale jakże prawdziwy jest wobec zwykłych ludzkich zachowań:
"Serce bije mi mocno, wściekle. Same siebie wykończa. Tym wiecznym wyścigiem o pierwszeństwo, tymi ciągłymi wojnami o przywództwo. Szkodząc sobie nawzajem, szkodzą tak naprawdę swojemu gatunkowi. Gdyby nie rywalizacja, wszystko byłoby proste."
Drugi to spostrzeżenia Isy, nastolatki w liście do przyjaciela, z planu z przyszłości, niezwykle trafione słowa, dają do zastanowienia!
"Wszystko się kończy. I zaczyna. Zaczynamy od zera, raz za razem. Jako małpy, tworzymy narzędzia, mieszkamy w jaskiniach, ujarzmiamy ogień, wynajdujemy koło, samochody, komputery, a na końcu pojazdy, które nigdy nie docierają poza granice naszego Układu Słonecznego, bo zanim się to udaje, znowu popełniamy samobójstwo. 
Może takie jest prawo natury, może skazała nasz gatunek na zagładę, ilekroć by się pojawił i gdziekolwiek by się pojawił, tu czy na innych planetach. Może jeden gatunek po prostu nie ma prawa stać się zbyt inteligentny.
Nie wiem, czy ta myśl mnie bardziej przeraża, czy fascynuje."

Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu <klik> za możliwość przeczytania tej niesamowitej historii!

karto_flana i tynka

3 komentarze:

  1. O rany...interesująca książka, nie znam.Ale jestem jej ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubie konie przewalskiego :) ale poki co mam cos z biblioteki, zobaczymy kiedy i jak mi pojdzie z tymi lekturami :)

    OdpowiedzUsuń