Strony

niedziela, 25 lutego 2024

Podróże małe i duże: Kowno

O litewskim Kownie możemy przeczytać różne teksty: dla jednych to niezbyt ładne, przemysłowe miasto, dla innych cud do odkrycia - miasto w którym żeby dostrzec ciekawe rzeczy wystarczy po prostu "uważniej" patrzeć. Pokusiłam się o krótki, dosłownie kilku godzinny, rodzinny wyjazd na zwiedzanie Kowna, by samej sprawdzić czy mnie oczaruje, czy zniechęci. 

Jeżeli chce się wiedzieć, dlaczego o Kownie mówi się, że jest brzydkie to wystarczy jadąc przez nie autem patrzeć przez okno. Miasto szaro-bure. Nowoczesne, szklane firmy, duże sklepy i domy - z czego duża część tych domów wygląda jakby przeżyła wojnę... Ogólnie miasto raczej niezbyt przyciągające. (Aczkolwiek mnie oczarowały stare, drewniane domy, których przy drodze, w różnym stanie, stało dość sporo).

Co innego można z kolei powiedzieć o kownieńskiem Starym Mieście. Z powodzeniem mogę powiedzieć, że jest tam jeden z najładniejszych rynków i deptaków jakie widziałam (a trochę uwierzcie mi ich widziałam). Sam ryneczek jest w kształcie kwadratu z wyróżniającym się ratuszem, zwanym Białym Łabędziem. W czasie naszych odwiedzin niestety w remoncie.
Na rynku znajdziemy przede wszystkim niskie, piękne kamieniczki, w których ulokowane są urocze i totalnie przyciągające do wnętrza kawiarnie i restauracje.


Z rynku głównego warto odbić w jedną z bocznych uliczek (z tego co pamiętam to na lewo stojąc tyłem do ratusza), by zobaczyć jeden z najbardziej znanych kociołów na Litwie - Bazylikę św. Apostołów Piotra i Pawła. Jest duża, bogato zdobiona, a wewnątrz znajdziecie aż 9 ołtarzy. 



Następnie warto przejść się biegnącym dalej wzdłuż ulokowanych z obu stron pięknych kamiennic, brukowanym deptakiem. Ja trafiłam na końcówkę świątecznych ozdób, więc wzdłuż deptaka były tworzące fajny klimat podświetlone choinki. 


Warto również zatrzymać się w jednej z mijanych restauracji, by zjeść coś naprawdę dobrego. Na Litwie do restauracji można wejść w ciemno - ja jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Tym razem padło na obleganą, gruzińskią restaurację. Warto było poczekać, dla tych pyszności. 

Wracając do auta, na koniec naszej wycieczki przeszliśmy się wkoło kowieńskiego zamku. Ładny, aczkolwiek nie za duży i dość prosty w budowie. Jeśli ktoś nie jest fanem zamków, to ten może spokojnie i bez żalu pominąć. Warto natomiast wiedzieć, że spacerkiem od zamku dojdziemy do miejsca w którym łączą się dwie duże rzeki: Wilia i Niemen. Tam niestety nie dotarliśmy, ponieważ po drodze trafił się plac zabaw, na którym spędziliśmy z Anią trochę zbyt dużo czasu ;) Przy parkingu mieliśmy jeszcze budynek z bardzo ciekawym muralem. Podobno w Kownie jest takich ciekawych malunków naściennych dużo więcej, więc jeśli ktoś lubi sztukę uliczną to w Kownie może się pobawić w poszukiwacza murali ;) 


Mój krótki pobyt w Kownie mogę podsumować tak: na Starym Mieście i w jego okolicach można spokojnie spędzić miło cały dzień. Natomiast poza nim, chyba w Kownie nie ma czego szukać, bo jest to raczej miasto przemysłowe niż turystyczne. Aczkolwiek dla samej starówki warto je chociaż raz odwiedzić :)

Natalia Kiler Inspiruje

1 komentarz:

  1. Może nie grzeszy urokiem 😅 ale można dostrzec piękne elementy 😅
    Mąż był na Litwie ale przed pandemią, więc trochę czasu minęło 😅, narobił km, coś tam foty porobi...mieli fajnego przewodnika więc historii i ciekawostek się dowiedzieli to była tzw firmowa wycieczka
    Pozdrawiam 😘

    OdpowiedzUsuń