Strony

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Mama czyta- "Bigamista" Agnieszka Płoszaj

Dzisiaj przygotowałam coś dla fanów kryminałów.
 Nie będzie to wprawdzie nic mistrza tegoż gatunku- Stephena Kinga, 
ale gwarantuję, że zawiedzeni nie będziecie...


Łódź. Mglisty, wiosenny poranek. W przypałacowym stawie na Księżym Młynie zostaje znalezione ciało młodego, wysportowanego mężczyzny. Przyczyna śmierci sportsmena zaskakuje śledczych Jakuba Karskiego i Tomasza Mielczarka. Sekcja zwłok wskazuje na działanie pewnego związku chemicznego, co dowodzi, że zabójca działał w przemyślany sposób. Policjanci wkraczają w świat sportu siłowego, aby poznać system pracy i zwyczaje trenerów personalnych. Tymczasem o Julię Bronicką, właścicielkę Bomboni Cafe, znów upomina się przeszłość. Tym razem z sukcesem. Julia za wiedzę o swojej rodzinie jest gotowa poświęcić wiele. Nie spodziewa się jednak, że los zażąda od niej najwyższej ceny.

"Bigamista" to opowieść o charyzmie i walce o miłość. O tym, ile warte są słowa przysięgi i jaka jest cena za ich niedotrzymanie. 


Jak zapewne pamiętacie z moich poprzednich wpisów, zawsze z rezerwą podchodzę do polskich autorów. Zbyt wiele rozczarowań literackich mi przynieśli... Zwłaszcza kryminałów brakuje w naszym dorobku na dobrym poziomie. Czy utwór Agnieszki Płoszaj zaliczyć można do tych z wyższej półki?
 Zaraz się o tym dowiecie.


Agnieszka Płoszaj zadebiutowała w 2017 roku powieścią "Czarodziejka", która otwiera serię łódzkich kryminałów z Julią Bronicką i rewelacyjnym duetem śledczych, w którego skład wchodzi Jakub Karski i Tomasz Mielczarek.
 Drugą część stanowi powieść pt. "Ogrodnik". 
Recenzowany dzisiaj "Bigamista" jest kontynuacją tegoż cyklu.
Sięgając po "Bigamistę" bałam się, że będzie mi się ciężko odnaleźć, gdyż jak już wspomniałam, jest to trzecia część cyklu. Nie znam niestety dwóch poprzednich, ale z przyjemnością nadrobię czytelnicze zaległości, bo "Bigamista" pochłonął mnie bez reszty. Moje obawy były bezzasadne, śmiało można potraktować go, jako odrębny kryminał i nieznajomość poprzedzających go tytułów nie stoi na przeszkodzie w odbiorze książki.

W wywiadzie dla Subiektywnie o książkach, autorka wypowiedziała jedno zdanie, które szczególnie utkwiło mi w pamięci: "Pisząc przemycam wszystko to, co mnie uwiera, złości i śmieszy". Dlatego lekturę "Bigamisty" potraktowałam nieco inaczej niż zazwyczaj traktuję książki. Obawiam się, że więcej poświęciłam na jej analizowanie... Ale o tym za moment.

Żartobliwie rzecz ujmując "Bigamista" to spora "cegła".
 Książka liczy ponad 600 stron i pisana jest naprawdę drobnym drukiem.
 Mimo to dosłownie ją "pochłonęłam".
 Akcja, choć rozwija się stopniowo, to tak wciąga, że żal odkładać książkę... 
Autorka umiejętnie stopniuje emocje, przez co zyskuje maksymalną uwagę czytelnika. Ponadto okazuje się, że przedstawiona w książce intryga miała swoje początki w przeszłości, o czym świadczą liczne retrospekcje. Taki zabieg stosowany jest przez wielu twórców. Znajdziemy go chociażby u Camilli Läckberg w jej słynnej sadze o Fjällbace. Ale wróćmy do tematu.
Jak już wspomniałam, Agnieszka Płoszaj starannie i z wielką wprawą buduje i stopniuje napięcie, które jest tak znamienne w dobrym kryminale. Emocje towarzyszą nam od pierwszych akapitów i z każdą kolejną przeczytaną stroną tylko się nasilają.  Również kreacja bohaterów zasługuje na uznanie. Autorka właściwie tworzy zarys psychologiczny przedstawionych postaci. Nie podaje wszystkiego na przysłowiowej tacy, a jedynie zręcznie pobudza naszą ciekawość, przez co lektura staje się fascynująca i intrygująca zarazem. Kolejnym aspektem, który przykuł moją uwagę to sposób, w jaki autorka prezentuje Łódź. Urzekła mnie jej ewidentna miłość do tego miasta- znajomość topografii, historii i zmian, które zaszły na przestrzeni wieków. Autorka tak plastycznie ją przedstawiła, że można chwilami zamknąć oczy i siłą wyobraźni przenieść się na uliczki miasta, w którym rozgrywa się akcja "Bigamisty". To już nie to samo miasto, które znamy z kart "Ziemi obiecanej" Władysława Reymonta...

 Jak widzicie, nie skupiłam się na treści, a jedynie przeanalizowałam kunszt pisarski Agnieszki Płoszaj. Choć to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością to zapewniam Was, że dołączy do grona moich ulubionych autorów, a jej książki zasilą moją domową biblioteczkę. Komu nie wystarczyła notka wydawnicza, niech sięgnie po książkę-  treść go nie rozczaruje!
Szczerze polecam

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res,
za co bardzo dziękuję.
Pozdrawiam serdecznie
Aga S

2 komentarze:

  1. Niezle niezle! Swietna recenzja, dzieki ! Książkę dopisuje do mojej listy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisuj koniecznie, bo warto! Sama jestem pod mega wrażeniem, a ciężko o takie literackie doznania ;)

      Usuń