wtorek, 18 czerwca 2019

Zrobione z mamą POJAZDY

Witajcie!
Dziś chcemy zaprosić Was na kolejne wyzwanie "Zrobione z mamą". Tym razem zainspirowane wakacjami, piękną pogodą i tym, że niedługo wyruszymy w wakacyjne podróże różnymi środkami lokomocji nasza tematyka to POJAZDY. Wasze dzieciaki pewnie uwielbiają spędzać czas jeżdżąc na rowerku, autkach, hulajnogach i innych. Może wspólnie zrobicie jakiś pojazd? Zabawne auto z kartonu, samolot czy rakietę? Co tylko podpowie Wam wyobraźnia. Dzieciaki KTM poradziły sobie z tym tematem znakomicie!!!! 

Rowerek dla małej laleczki wykonany przez Maję



i śmieszna kanapka Lilki 


Zosi bajkowy poduszkowiec:







 oraz papierowa limuzyna:



 Antoś postawił na czołg oraz recyklingowe autko:









Chłopcy karto_flanej wykonali superodlotowe auto, w którym jeździ maskotka wilk.


Starszy syn narysował samolot.


Wspólnie z tatą wykonali także drewniany pojazd, z którym brali udział w lokalnych wyścigach.


Mama malowała i ozdabiała samochód.



A tu już zdjęcia z wyścigów.



Syn Ani Marcin z gotowych elementów przywiezionych z zajęć w markecie budowlanym zbudował pociąg, który pomalował farbami plakatowymi:


Tym razem nasze wyzwanie ze względu na wakacyjną przerwę będzie trwało prawie dwa miesiące- prace możecie zgłaszać zatem do 15 sierpnia, a kolejne wyzwanie Zrobione z Mamą pojawi się tutaj 18 sierpnia.

Dla chętnych banerek:



Zapraszamy.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Krok po kroku- Robimy prostą kartkę na Dzień Ojca

Dzień dobry! 
Dziś chciałabym się podzielić pomysłem na prostą kartkę z okazji Dnia Ojca. Teń dzień już całkiem niedługo, a pewnie niejeden pan ucieszy się z kartki w dniu swojego święta.

Kartka została wykonana z papierów Something.else ze sklepu Scrap and Me.


Oto produkty:

papiery scrapowe i grafika

baza kartki o wymierach 13,5cm x 13,5 cm

napis (mój znaleziony w internecie)

zawijaski (te kupione w TeDi, ale mozecie wyciąć z maszynki)

czarny cienkopis


Z papieru scrapowego docinam dwa kwadraty o wymiarach 12,5 cm x 12,5 cm oraz 11,5cm x 11,5cm.


Na mniejszym z nich dorysowałam cienkopisem nieregularne linie,


Następnie przykleiłam wszystkie papiery jeden na drugim.


Na środku przykleiłam garfikę.


Teraz jeszcze zawijaski.


I napis. Kartka jest gotowa. Prawda, że proste?


Zachęcam Was do wykonania własnych kartek i podzielenia się w komentarzu wynikami. 
Miłego tworzenia!

sobota, 15 czerwca 2019

Mama czyta -Steven Erikson "Cena szczęścia"

Ostatnio wybrałam znowu książkę s-f. "Cena szczęścia" dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka trafiła w moje ręce. Po ostatniej lekturze niezbyt choć ciekawej ale przydługawej i monotonnej, z oporem chwyciłam w swe ręce kolejne opasłe tomisko.

Zaczyna się ciekawie porwaniem ze środka drogi pisarki s-f przez pojazd kosmiczny czemu nikt nie chce wierzyć pomimo nagrań. O pisarce mało kto pamięta gdy nagle na całym globie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Pojawiają się pola siłowe wyrzucające ludzi z terenów gdzie prowadzona jest intensywna wycinka lasów, i gdzie planeta Ziemia jest niszczona przez człowieka. Pola obejmują też ławice ryb i wieloryby wędrując z nimi ale nie pozwalając aby człowiek je łowił na sposób przemysłowy niszczący ekosystem. Pozostają dozwolone tylko metody nie niszczące. Nie wiadomo co się dzieje. 

Porwana pisarka obserwuje wszystko gdzieś daleko od Ziemi w statku, który zaewnia jej wszystko czego potrzebuje. Rozmawia z niewidzialną ceberinteligencją, która przyleciała na rozkaz spróbować uratować zniszczony świat poprzez wprowadzanie kolejnych etapów ochrony i przemiany. Po strefach pojawia się niemożność wyrządzenia komukolwiek krzywdy przez co wszelkie spory, wojny i zbrojenie przestaje być potrzebne. To zmusza ludzi do zmienienia trybu życia i podjęcia dialogu. Potem następują kolejne zmiany nie tylko na Ziemi ale i w układzie słonecznym.

Książka jest gruba i niestety i w tym wypadku mocno się to odczuwa.  Nie ma wartkiej akcji i żeby przebrnąć przez nią trzeba sporo cierpliwości bo te same rzeczy możnaby zdecydowanie opisać krócej. Przez wielowątkowość dzięki której co rozdział lub dwa wracamy do tych samych bohaterów mierząc się z ich wewntętrznymi spostrzeżeniami nt. zachodzących zaskakujących zmian, temat się ciągnie. Autor próbuje dokonać analizy spostrzeżeń ludzkich z perspektywy np.różnej zamożności i np.  uczciwego bądź nie zarabiania na życie czy wręcz budowania imperium. Siedzimy ciągle w czyjejś głowie a to jest męczące zwłaszcza gdy książka ma ponad 500 stron. 

Cele tych zmian na Ziemi przybliżają nam rozmowy pisarki Samanthy z naprawiającym nawet ludzkie uzależnienia bytem. Jej rolą jest ponoć bycie negocjatorem jednak jakoś nie negocjuje ona z nikim bo autor jakby zapomnisł o tej roli, ktorą sam jej przypisał.

Nieuchwytni, niezauważeni kosmici wyrzucają z księżyca innych, którzy go przez całe lata elspolatowali ale wiedziało o tym tylko grono ziemian u władzy. 
Kosmici prowadzą pokojowe zmiany nie dając ludziom wyboru, decydując za nich np poprzez niemożność skrzywdzenia innych. Efekty są wspaniałe dla planety ale nie do końca dobre dla wolnych istot -ludzi Kosmici są tu jak takie dobre dziadki co to myślą za ludzi, którzy tak zapędzili się w niszczeniu Ziemi że doprowadzą do jej zguby. Przy tej lekturze pojawiają się w głowie pytania właśnie o to szczęście. Czy ceną za szczęście które ktoś nam narzuca jest pozbycie się wolnej woli o decydowaniu o czynie dobrym lub złym?  Całe tysiące ludzi nie wytrzymują  i popełniają samobójstwa gdyż jest to jedyny obszar gdzie można wyrządzić krzywdę i być wolnym w tej decyzji.
To co jest ciekawe to pokazanie, co trzebaby zrobić na Ziemi aby ją uratować i nas przy okazju też. Wniosek jest jeden aby zrobić to bez kosmitów trzeba by kompletnue zmienić ustroje społeczne, sposób zarządzania i eksploatowania.  Myślenia ludzkiego jednak nie da się ot tak zmienić. Gdy coś mu się narzuca, pojawia się bunt. Wysiłek musieliby podjąć wszyscy ludzie a części z nich wcale nie zamierza rezygnować z agresji, wojny wyzysku i zniszczenia. Czy zatem jest nadzieja jrszcze dla naszej Planety? Dla nas?
Pozdrawiam
Katrin

piątek, 14 czerwca 2019

Domowy zielnik-MALINY

Maliny, pyszne owoce - soczyste i aromatyczne. Cenione są też przez dietetyków i zielarzy, bowiem maliny (zarówno ich owoce, jak i liście) zawierają sporo witamin i minerałów - z magnezem, wapniem i żelazem na czele, a także wiele innych wartościowych dla zdrowia substancji. W owocach malin są kwasy organiczne (m.in. cytrynowy, jabłkowy, salicylowy), pektyny, antocyjany, cukry, związki śluzowe, lotne związki zapachowe.Jest również bogactwo witamin (m.in. C, E, B1, B2, Boraz wiele substancji mineralnych - przede wszystkim potas, magnez, wapń, żelazo). Natomiast liście malin zawierają garbniki, flawonoidy, kwasy organiczne, związki żywicowe, sole mineralne (m.in. żelaza, miedzi, wapnia). Ze względu na niski indeks glikemiczny malin (25), owoce te polecane są osobom chorującym na cukrzycę. Warto wiedzieć, że obecne w malinach antocyjany obniżają poziom glukozy we krwi po posiłkach bogatych w skrobię. Zarówno owoce, jak i liście malin są znakomitym środkiem przeciwgorączkowym, ponieważ pobudzają czynność gruczołów potowych, a pot – parując ze skóry – powoduje obniżenie temperatury. Z obserwacji wynika, że napar z suszonych owoców lub syrop ze świeżych owoców wywołują obfite wydzielanie potu po 30-60 min. Wywołują też nieznaczny rozkurcz mięśni gładkich, m.in. macicy, więc są pomocne w łagodzeniu bólu miesiączkowego, ale nie mogą być nadużywane przez kobiety w ciąży. Herbata z liści malin pomaga także w leczeniu porannych mdłości i wymiotów.

Napar z owoców malin
2 łyżki suszonych malin zalej szklanką wrzątku i odstaw pod przykryciem na 15 minut. Przecedź. Pij 2-3 razy dziennie po szklance naparu podczas przeziębienia, grypy, anginy, zapalenia oskrzeli – gdy chorobie towarzyszy gorączka.
Napar z liści malin
Łyżkę liści malin zalej 1/2 szklanki wrzątku i pod przykryciem odstaw do naciągnięcia na 15 minut. Przecedź. Pij po 1/2 szklanki naparu 2–3 razy dziennie w nieżycie żołądka i jelit, a także jako łagodny lek przeciwbiegunkowy. Napar z liści można też stosować do płukania w stanach zapalnych gardła i jamy ustnej.
rysunek karto_flanej

Jeśli jeszcze nie znacie tych pozycji gorąco Was zachęcam do zaopatrzenia się w nie. Są dla mnie nieustającą inspiracją jeśli chodzi o proste SEZONOWE potrawy....
Poniżej kilka propozycji z owych książek z dodatkiem MALIN :)









karto_flana przygotowała orzeźwiający szejk z melona miodowego z musem z mrożonych malin.

Dla 4 osób
pół melona miodowego
3 łyżki gęstego jogurtu naturalnego
2 łyżki miodu
2 łyżki soku jabłkowego
300 g mrożonych malin
Melona obrać ze skóry i wyjąć nasiona, pokroić w kostkę. Zmiksować z jogurtem i 1 łyżką miodu. Mrożone maliny nieco odtajać- jakieś 10 minut, zmiksować z 1 łyżką miodu i sokiem jabłkowym. Do wysokich szklanek nakładać porcje musu malinowego i uzupełnić melonowym szejkiem.

tynka proponuje:
SERNIK Z MALINAMI
 Masa serowa: 
1 kg twarogu sernikowego
2 proszki budyniowe (niesłodzone)
2 jajka
szklanka cukru (daję mniej)
opcjonalnie cukier waniliowy
Spód sernika to mogą być zblendowane herbatniki z masłem lub kruche według Waszego sprawdzonego przepisu... za to masa serowa uniwersalna na tyle i nie za słodka, że pasuje do różnego rodzaju owoców. Pieczemy około godziny w temp.180st.C.
Oryginalny przepis stąd <klik>


W domu nie może też zabraknąć soków i dżemików z malin. Robimy zatem soczki, a po zlaniu soku, maliny delikatnie zesmażam z cukrem i cytryną i powstaje konfiturka...ostatnio nawet poeksperymentowałam i zagęściłam takie maliny mąką ziemniaczaną...SUPER jest (podobno po dodaniu mąki ziemniaczanej powstaje frużelina) do naleśników, gofrów...czy kromki z masłem... 
W zeszłym roku przetarłam nieco malin przez sito i powstał aksamitny sos malinowy. Oczywiście wszystkie przetwory pakujemy do wyparzonych słoiczków i pasteryzujemy ok 20 minut.

 I jeszcze prezentowany tu kiedyś kisiel z malin. Robiłam z mrożonych, bo zwykle szykuję ich spory zapas do zamrażarki...

 2 szklanki mrożonych owoców,
1,5-2 szklanki wody,
2-3 łyżki cukru,
1 łyżka mąki ziemniaczanej plus odrobina zimnej wody

Owoce i wodę wraz z cukrem zagotować, mąkę ziemniaczaną rozmieszać w niewielkiej ilości zimnej wody, dodać do gotujących się owoców, energicznie zamieszać, dosłownie chwilkę zagotować.
Przelać do salaterek.
Z tej ilości wychodzi 6 dużych porcji...albo 8-10 mniejszych...

I jeszcze moje ukochane pokrzywowe babeczki z domowym kremem karpatkowym, malinami oraz miętą:
Przeglądając książkę Pani Małgorzaty Kalemby-Dróżdż natknęłam się na pięknie wyglądający torcik z pokrzyw. Ciasto wykonałam z tego przepisu: 200 g młodych pokrzyw, 4 jajka, 2 szklanki mąki, 1 szklanka oleju, 1 szklanka cukru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia. Rozlałam do foremek na muffinki, piekłam ok 15-20 minut, do suchego patyczka w temperaturze 180st.C. Na ostudzone wykładałam krem karpatkowy, dekorowałam liśćmi i kwiatami mięty oraz malinami.



Jesienią muszę się zaopatrzyć we wczesną odmianę malin, ponieważ ja malinami zaczynam się cieszyć dopiero od końca sierpnia...

A u Was co ciekawego malinowego?

Pozdrawiamy ciepło!

karto_flana&tynka

czwartek, 13 czerwca 2019

Pora na smoothie

Pewnie drogie mamy zauważyłyście, że ostatnio nastąpiła moda na bycie FIT. Wszędzie wokoło tylko ćwiczenia jak nie z Chodakowską to z Qczajem (który przy okazji śmieszy mnie tak bardzo, że nie dałabym rady z nim ćwiczyć, bo ciągle pękałabym ze śmiechu). Renesans przeżywają także nasze ZDROWE posiłki- jesteśmy coraz bardziej  świadomi tego, co jemy, sprawdzamy składy produktów w supermarketach, mięso kupujemy u małych lokalnych rzeżników. Idealnie jest jeżeli mamy jajka od swoich kurek, a warzywa i owoce ze swojego ogródka. Ja sama ostatnio doszłam do wniosku, że pora coś zmienić w swoim życiu. Tygodniowe wczasy dały nieźle popalić mojemu żołądkowi. Wiadomo jak to jest! Wyjazd wiąże się z jedzeniem w restauracjach (w których zazwyczaj pysznie karmią, ale też posiłki są przynjamniej dla mnie za duże), zamawianiem jabłecznika na gorąco z gałką lodów waniliowych, gruszki w cieście czy pucharka lodowego. Wracając z urlopu wstąpiłam do sklepu kupiłam dużo różnych świeżych owoców i warzyw, a także  blender do smoothie.

Co to jest smothie???
To owocowy, warzywny lub owocowo-warzywny koktajl, który przy doborze odpowiednich składników pozwala zastąpić pełnowartościowy posiłek, a co lepsze, jeżeli jest w płynie, jest on lepiej przyswajalny przez organizm. Smoofie można pić wszędzie: na spacerze, jako drugi posiłek w pracy czy jako śniadanie. Ja najczęściej zabieram do pracy, a w niedzielne poranki robimy je do śniadania. Tylko od was zależy z czego go zrobicie i jak będzie pyszny. Można go zrobić zarówno ze świeżych warzyw i owoców jak i z tych mrożonych.

Zasada zrobienia pysznego smoofie jest bardzo prosta- wystarczy uzupełnić pojemnik na koktajl dowolnie wybranymi owocami i warzywami zalać wodą, sokiem i mlekiem i zblendować. Czasem do mieszanki dodaję łyżkę płatków owsianych, migdałów, orzechów, kakao, nasion chia - wszystko w zależności od tego co mam pod ręką i na co aktualnie mam ochotę. 

Poniżej trzy moje ulubione mieszanki:

Kiwi, banan, jabłko, płatki owsiane,woda. 


Banan, sok jabłkowy, ananas, migdały. 


 Nasiona chia, , banan, sok jabłkowy, gruszka. 


A wy, robicie smoofie? Lubicie? Jakie są wasze ulubione mixy? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Pozdrawiam serdecznie, 
Monika.