Książka Katarzyny Grzebyk jest fikcją literacką mocno osadzoną w realiach historycznych, które rozegrały się w rodzinnej miejscowości autorki. Jednak to nie wybuch wojny jest tu najważniejszy a uczucia, którymi żyją postacie. Mamy tu dwie linie czasowe i do samego końca nie wiemy jak się połączą.. Jedna historia zaczyna się w 1939 w maleńkim Strzyżowie gdzie poznajemy 10-letniego Ignacego mieszkającego na wsi z ojcem i babką. Opis życia ludzi w tamtych czasach jest bardzo realistyczny i pokazuje biedę, realia i podziały. Poznajemy też rodzinę żydowską i 11-letnią Sarę. Czy spotkanie tych młodych ludzi wpłynie na ich życie?....
A gdzieś w Gdańsku w 2022 roku żyje sobie Malwina, której nagle „świat się załamał” i postanawia zacząć wszystko od nowa. Jak możecie się domyślić trafia do Strzyżowa….
Autorka rozpoczyna książkę od cytatu Carlosa Ruiza Zafona: „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta” i jak sama pisze na końcu, było to jej motto przy pisaniu. Coś w tym jest…. Jednak nie widzę tu Zafona. To powieść obyczajowa o ludzkich losach, o szukaniu szczęścia pośród wszystkich nieszczęśliwych historii, o nowych początkach, które tworzy się samemu lub wbrew sobie. Pomysł z cytatami dodawanymi do bukietów i ciasteczek bardzo mi się spodobał – wniósł do powieści poezję i romantyzm. A klimat ten podkreślił jeszcze motyl cytrynek, który przewija się przez całą książkę. Tylko nie wiem, która symbolika tego owada najbardziej tu pasuje: dusza zmarłych? Odrodzenie? Wolność? Nowe początki?
Zachęcam Was do przeczytania tej wartościowej książki. Znajdziecie w niej bohaterów, których z pewnością polubicie i zapragniecie poznać ich historie do końca.
Polecam
Joanna-JB


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz