Książka, którą chciałam dzisiaj Wam przybliżyć trafiła do mnie dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk.
Opis wydawcy:
I co, przepióreczko? Tak to już jest, kto wodzi innych na pokuszenie, ginie marnie.
Koniec
XIX wieku. Letnie upały niemal obezwładniają mieszkańców niewielkiego
miasta na Mazowszu. Od fabryki mączki kostnej snuje się woń rozkładu, w
starym kościele kobiety modlą się o opiekę do świętej Magdaleny. Narasta
atmosfera niepokoju, wieczorami strach wyjść z domu, ale zło nie kryje
się w mroku, ono działa pod słońcem.
W
Zakładzie Przyrodoleczniczym ginie młoda kuracjuszka. Komisarz
Połżniewicz bada okoliczności jej śmierci. Wstępne oględziny wskazują na
to, że było to samobójstwo, jednak przeprowadzający badania doktor
uważa, że dziewczynę uduszono. Komisarz czuje, że coś przeoczył. Gdy pojawia się następna ofiara, jest już tego pewien.
Moja recenzja:
Moim ulubionym gatunkiem literackim jest właśnie kryminał albo powieść romantyczna, dlatego też zdecydowałam się podjąć recenzji tej książki.
Zachwyciła mnie przede wszystkim okładka, która ma w sobie coś magicznego. Mimo, że akcja toczy się w XIX wieku, a ja nie jestem szczególną fanką tego okresu i muszę się przyznać, że omijałam wszelkie opisy ulic, opis fabryki czy kościoła. Akcja książki nie jest zbyt dynamiczna, momentami miałam wrażenie, że się ciągnie jednak jest w powieści coś takiego, że się czyta i czyta, żeby dobrnąć do końca i doczekać finału tej powieści. I muszę Wam w sekrecie zdradzić, że tym razem udało mi się przewidzieć nazwisko zabójcy, choć tropy próbowały mnie kilkakrotnie zmylić. Całe śledztwo prowadzi sympatyczny komisarz Kornel Połżniewicz, który nie chce się poddać i z uwagą poszukuje nowych tropów. Czy mu się uda znaleźć zabójcę?A może jego pomocnik wpadnie na jego trop? Tego nie mogę Wam zdradzić, bo to z pewnością zepsułoby Wam przyjemność czytania. Jednak myślę, że jeśli lubicie kryminały i powieści rodem z XIX wieku to miło będzie Wam się czytać.
To chyba coś dla mnie :)
OdpowiedzUsuń