sobota, 2 września 2017

Chwila dla Mam - prawie Bullet Journal

Przyjemności, te drobne są ważnym elementem naszej codzienności. Często powtarzamy przy okazji cyklu postów "chwila dla Mam", że: SZCZĘŚLIWA MAMA TO SZCZĘŚLIWE DZIECKO.
W natłoku codziennych obowiązków, nierzadko zapominamy o tym. A wygenerowanie skrawka dnia/wieczoru w ciągu tygodnia powinno nam wejść w nawyk - jak wypijanie co najmniej półtora litra wody dziennie ;p
To, co sprawia nam/Wam przyjemność, zależy od naszych/Waszych upodobań, hobby, sposobu spędzania czasu wolnego.

Jestem osobą raczej spontaniczną, nie przepadam za planowaniem, bowiem moje plany zwykle brały w łeb... Żyłam tym, co tu i teraz, pozwalając sobie na zaskoczenie i spontaniczne działania. 
W czasie studiów było inaczej: byłam dobrze zorganizowana: rozplanowany plan zajęć na studiach dziennych, wypady do domu rodzinnego (300km), praca w weekendy, terminowe zaliczenia przedmiotów, czas dla znajomych. Wtedy mój rytm działania wyznaczały głównie zajęcia na uczelni i praca. Resztę dostosowywałam właśnie do tych dwóch dziedzin.
Zwykle COŚ (praca, studia) wyznaczało mi główny kierunek działania, a co się działo "obok" było kwestią spontanu.
Od początku roku wprowadziłam w swoje życie nieco zmian. Zaczęłam prowadzić coś na wzór Bullet Journala (kompendium wiedzy czym jest BJ znajdziecie TU <klik>) Zauroczyłam się pięknie prowadzonym BJ przez Dianę <klik> i stwierdziłam, że czas na zmiany. To był dobry pomysł. Szczególnie jeśli chodzi o organizację czasu. Zwykle robiłam wiele rzeczy na raz, logistycznie nie mam z tym problemu, ale rozpisanie codziennych czynności w BJ np."rzeczy do zrobienia" zdecydowanie ułatwiają mi funkcjonowanie. Oczywiście jest spory margines na niezaplanowane wypady, odwiedziny czy inne działania, nie byłabym sobą, gdybym na takie COŚ nie miała możliwości. W prowadzeniu mojego BJ dodatkowym atutem jest możliwość "bazgrolenia", które działa na mnie nad wyraz terapeutycznie (uspokajająco :) ) Mój BJ nie jest TYPOWYM BJ, to coś w rodzaju dziennika, kalendarza, art-Journala <klik>, planera, miejsca na zapiski (ulubione cytaty, wiersze) jednocześnie. Bo o to przede wszystkim chodzi, gdy robimy coś, co ma nam służyć, ma być naprawdę dla nas, by dostosować formę do naszych potrzeb.
Staram się zaglądać do niego codziennie (wieczorem jeśli mam czas spisuję cytaty, bazgrolę, zapisuję czynności, które na dany dzień planuję wykonać) i to działa...opornie zawsze podchodziłam do planowania, podziwiałam ludzi, którzy potrafili tak skrupulatnie organizować każdą sferę życia. Raczej nigdy nie będę perfekcjonistką w planowaniu, ale nadrabiam tym, że spontaniczne sytuacje nie były i nie są dla mnie problemem, niemniej jednak wieczorne zaplanowanie i zapisanie CO planuję zrobić kolejnego dnia pomaga w organizacji czasu :) a wiecie, że ten jest na wagę złota :)


















A Wy? 
Planujecie? 
Spisujecie rzeczy do zrobienia? 
Czy zdajecie się na totalny spontan?

Pozdrawiam Was ciepło

tynka

4 komentarze:

  1. Świetny BJ prowadzisz....
    Moja córa zaczęła coś na ten styl prowadzić....ja sama przymierzam się do tego, aczkolowiek zawsze na nowy rok kupuję kalendarz (trochę mniejszy od formatu A4) i tam robię wszystkie moje zapiski, rzeczy do zrobienia itp.
    No ale nie jest tak kolorowy ja Twój:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy poznałam hasło "Bullet Journal" to okazało się, że terminarze, które miałam od liceum, poprzez okres studiów, pracę...to coś na tą nutę właśnie było. Te kolorowe bazgroły to mój osobisty sposób na ukojenie, uspokojenie :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Pięknie, choć do mnie chyba bardziej przemawia idea artjournla.

    OdpowiedzUsuń