sobota, 27 kwietnia 2024

Mama czyta - Grady Hendrix "Jak sprzedać nawiedzony dom"

Przerażająca, a równocześnie mrocznie zabawna opowieść, w której nawiedzony dom przywołuje sekrety z rodzinnej przeszłości

Kiedy Louise dowiaduje się, że jej rodzice zmarli, boi się wracać do domu. 
Nie chce zostawiać córki z byłym mężem i lecieć do Charleston. Nie chce mieć
 do czynienia z domem rodzinnym, wypchanym po brzegi pozostałościami po karierze naukowej ojca i życiowej obsesji matki na punkcie lalek. Nie chce uczyć się żyć bez dwóch osób, które najlepiej znała i najbardziej kochała.

Przede wszystkim zaś nie chce mieć do czynienia ze swoim bratem Markiem, który nigdy nie opuścił ich rodzinnego miasta, jest bezrobotny i ma siostrze 
za złe jej życiowy sukces. Niestety, będzie potrzebowała jego pomocy, aby przygotować dom do sprzedaży, ponieważ wprowadzenie go na rynek będzie wymagało czegoś więcej niż tylko pomalowania ścian i usunięcia wspomnień 
z całego życia. Niektóre domy nie chcą bowiem zostać sprzedane – 
ten również ma inne plany…

Źródło <link>

Dzięki współpracy Klubu Twórczych Mam z Wydawnictwem Zysk i S-ka, otrzymałam niedawno do recenzji książkę G. Hendrixa "Jak sprzedać nawiedzony dom". To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i po lekturze tej książki, 
już wiem, że nie ostatnie.

Książka można powiedzieć od samego początku trzyma czytelnika w napięciu 
i niepewności. No, ale czy w przypadku horroru mogłaby być lepsza sceneria? Stary dom wypełniony porcelanowymi lalkami, gdzie ciągle słychać jakieś dziwne odgłosy.. Już samo to powoduje, że mam ciarki na plecach. Choć nie mogę powiedzieć, że jest to najstraszniejszy horror, jaki czytałam.. jest straszny, 
ale nie aż tak bardzo, raczej taki przyciągający, który nie pozwala się oderwać 
i czeka się na kolejną stronę, na to, co się wydarzy. A stron książka parę jednak ma:) Mimo wszystko czyta się ją bardzo fajnie i naprawdę szybko.

Są w niej też momenty, które potrafią rozbawić i na chwilkę oderwać myślenie 
od tej napiętej, przesączonej grozą atmosfery. Generalnie jednak wybierając 
tę pozycję, musicie nastawić się na to, że będziecie nasłuchiwać odgłosów
 w swoim domu w ciemności;)

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka, za kolejną fantastyczną lekturę, 
a Was zapraszam do czytania.

Pozdrawiam,

czwartek, 25 kwietnia 2024

Podróże małe i duże - Tatry z dzieckiem

Gdzie wybrać się w Tatry z dzieckiem 0-5 lat tak, aby i rodzice i dzieci mieli frajdę z aktywnej wycieczki? Zapraszam na krótką i konkretną polecajkę - za i przeciw.

DOLINA CHOCHOŁOWSKA

Trasa dosyć długa (ok.14 km w obie strony), za to prawie całkowicie płaska. Pierwsza część wylana betonem, dalej szutr. 
Piękne widoki, szum potoku, miejsca (konary) do odpoczynku. Można wybrać się piechotą i powolutku iść z przystankami, można aktywnej rowerami, można z maluszkami w wózkach. Urocza trasa dla każdej rodziny - tej lubiącej aktywności (14 km to przecież nie mało, zarówno pieszo, jak i rowerem po kamienistej częściowo drodze), jak i dla spacerowiczów. 
Dolina Chochołowska znana jest z pól pełnych krokusów. Podobno w sezonie wygląda to obłędnie. My trafiliśmy dosłownie na ostatnie kwiaty, które w tym roku zakwitły wyjątkowo wcześnie.

NOSAL

Drugą fajną trasą do wejścia z dziećmi, nawet maluszkami jest Nosal. Polecam wejście i zejście od strony Kuźnicy. Jest jeszcze co najmniej jedno wejście (którym my wchodziliśmy), ale jest ono dosyć strome, kamieniste i wymagające. Dzieciaczki wymagają tam asekuracji. Aczkolwiek na trasie spotkałam maluchy 5 letnie, które nie tylko dały radę wejść, ale pełne energii schodziły z góry tą samą, stromą trasą. Podejście od Kuźnicy jest szersze i mniej kamieniste, w wielu miejscach przypomina dróżkę w parku narodowym. Jedynym trudnym momentem jest sama końcówka trasy, ale to dosłownie kilkanaście metrów stromego wejścia po kamieniach. Ogólnie bardzo przyjemna trasa. 
Wejście zajmuje niespiesznym tempem z przystankami jakąś godzinkę. Na górze czekają nas oczywiście piękne widoki.

KRUPÓWKI

Dla wielu osób zakopiańskie Krupówki to must have wycieczki w Tatry. Ja polecam ominąć je szerokim łukiem, zwłaszcza w sezonie zimowym czy majówkowym. Tłumy turystów, głośna muzyka, komercja i chińszczyzna - z tym właśnie mi osobiście kojarzą się Krupówki, zwłaszcza w sezonie. Nie jest to punkt ani ciekawy (gigantyczne centrum handlowe na zewnątrz, znajdziecie tam sklepy wszystkich popularnych marek kosmetycznych i ubraniowych), ani relaksujący (spacer na którym co kilka kroków gra inna muzyka, migają neony i są tłumy ludzi). Dla dzieci może być to przytłaczające i bardzo bodźcujące miejsce.