środa, 20 listopada 2019

Mama czyta - Aleksandra Kosowska "W potrzasku wspomnień"

Dzień dobry...
Jesień to zdecydowanie moja ulubiona pora roku do czytania książek. Kto mieszka na wsi, ten wie, że wtedy stopniowo prace zwalniają, zatem jest więcej czasu na czytanie...do tego ileż to przyjemności po pracy wrócić, choćby zziębniętym, ale ze świadomością, że oto za chwilę weźmie się w ręce książkę, otuli ciepłym kocem, zaświeci kilka świec...przy książce kawa lub rozgrzewająca herbata...może nawet w kominku się będzie paliło...a my możemy się oddać lekturze...

Książka Aleksandry Kosowskiej "W potrzasku wspomnień" trafiła do mnie dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka <klik>


Dostałam ją chyba we wrześniu i choć recenzja powinna być już dawno opublikowana postanowiłam zaczekać do listopada...Bowiem listopad to taki miesiąc wyjątkowy pod względem WSPOMNIEŃ, prawda? Wspominamy tych, których już z nami nie ma...
A czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest, gdy traci się wszystkie swoje wspomnienia, a wraz z nimi tożsamość? Gdy tylko jakieś urywki wspomnień docierają do nas w różnych momentach życia podczas wykonywania zwykłych codziennych czynności?
Często za pewnik bierzemy, że istniejemy, że jutro TU też będziemy...ale skąd ta pewność? Czasami zdarzenia, które nam się przytrafiają przygniatają, inne uskrzydlają...ale ponoć dostajemy od życia tyle, ile jesteśmy w stanie unieść.
Książka "W potrzasku wspomnień" to bardzo rozbudowana opowieść o ludziach, których los ze sobą łączy w niecodziennych okolicznościach...Poznamy między innymi Mateo, Oliwię, Monikę, czy Mikołaja...

Jak dla mnie powieść nieco "przegadana", troszkę się momentami ciągnęła za bardzo, ale poza tym książka niczym układanka...układanka, którą sklejamy wraz z głównymi bohaterami łącząc ze sobą przebłyski wspomnień głównej bohaterki. Po raz kolejny trafiła w moje ręce książka, w której bohaterowie są narratorami. Przez to, po raz wtóry napiszę-dostrzegamy wyraźniej, że nie postrzegamy TEGO, co widzimy etc.tak samo jak osoba stojąca przy nas. To nas powinno nauczyć pokory. Nauczyć nieco bardziej empatycznie traktować drugiego człowieka.
Pomimo wszystko akcja się rozkręca wraz z kolejnymi urywkami wspomnień Oliwii. Autorka stworzyła ciekawy obraz psychologiczny postaci, czasami czujemy się jak poddani psychoterapii. Jest też spora dawka erotyzmu, co dodaje dodatkowego smaczku, bowiem autorka potrafi budować napięcie. 
Generalnie początek książki mnie nieco zniechęcił, wydawało mi się, że będzie to kolejna książka, której fabułę odgadnę nim doczytam do końca, tymczasem kilka elementów mnie zaskoczyło, poza tym naprawdę im dalej się czytało...tym trudniej było się od niej oderwać. Poplątane i zawiłe życiorysy bohaterów, których-jak się okazało łączy tak wiele!!! Miałam też wrażenie, że nie czytam polskiej autorki, przedstawia troszkę takie życie niczym na amerykańskich filmach, ze wszystkimi blaskami i cieniami w pakiecie...Ale to również niecodzienne.
Autorka porusza też mnóstwo tematów: uzależnienie, próba samobójcza, sieroctwo, budowanie więzi, kwestia zaufania, budowanie tożsamości. Przekrój postaw postaci jest niczym mozaika...tam każdy choć inny, doskonale został wkomponowany w miejsce oraz rolę jaką miał odegrać...
Polecam Wam tą książkę na długie jesienne wieczory.
A Wydawnictwu Zysk i S-ka dziękuję za możliwość poznania tej książki.
A może ktoś z Was już czytał? Jakie są Wasze wrażenia?
Pozdrawiam i dobrego dnia życzę!
tynka

wtorek, 19 listopada 2019

Podwieczorek #40- Pierożki z orzechami

Witajcie.
Sezon orzechowy w pełni. Przyznam Wam się szczerze, że uwielbiam orzechy włoskie, które podobno są najzdrowszymi orzechami na świecie. Zawierają mnóstwo witamin i składników odżywczych, a ich regularne spożywanie zapewnienia prawidłową pracę mózgu, serca oraz układu krążenia. 
Orzechy uwielbiają chyba wszyscy, począwszy od dzieci, na dorosłych kończąc. Mogą być doskonałą przekąską, składnikiem wypieków czy dodatkiem do deseru. Fantastycznie komponują się również z mięsem czy makaronem.



Dzisiaj spróbuję zachęcić Was do upieczenia nietypowych ciasteczek orzechowych, a mianowicie pierożków z orzechami.

 Przygotujcie potrzebne składniki, które znajdziecie na liście poniżej.

Składniki:
Ciasto: 3 szklanki mąki, margaryna do pieczenia, 
1 szklanka śmietany
Farsz: 1 szklanka mleka, 1 szklanka cukru, 3 łyżki bułki tartej,
 40 dag zmielonych orzechów

Macie już wszystko? Zatem zapraszam do wspólnych wypieków.

 Ciasto przygotowujemy podobnie, jak ciasto kruche. Margarynę do pieczenia siekamy z mąką na stolnicy. Następnie dodajemy śmietanę i ugniatamy ciasto do momentu, aż powstanie zwarta kula. Wałkujemy i wycinamy za pomocą szklanki bądź literatki kółeczka - wszystko zależy od tego, jakiej wielkości pierożki chcemy uzyskać. Ja osobiście w tym celu używam literatki.

W mleku rozpuszczamy cukier, doprowadzamy do wrzenia. Gdy mleko zacznie się gotować należy dodać zmielone orzechy i chwilę je smażyć na małym ogniu, często mieszając. Pod koniec dodajemy bułkę tartą, aby masa była zwarta. Odstawiamy do wystygnięcia.

Na wcześniej przygotowane krążki nakładamy po łyżeczce farszu i lepimy, jak  tradycyjne pierogi. Tak przygotowane ciasteczka układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy około 20 minut w temperaturze 180 stopni. Musicie jednakże pamiętać, że pierożki te nie rumienią się od góry. Aby mieć pewność, że są gotowe należy sprawdzić czy spód jest rumiany.
Po ostygnięciu można posypać je cukrem pudrem, z którego ja dziś zrezygnowałam, gdyż ciasteczka te są słodkie same w sobie. Wszystko zależy od waszych preferencji. Najlepiej smakują na 3 dzień, a do spożycia nadają się nawet do tygodnia.



Mam nadzieję, że zainteresowałam Was tym nietypowym przepisem i chętnie z niego skorzystacie.
Smacznego!

Agnieszka

poniedziałek, 18 listopada 2019

Świerszczykowy Klub Książkowy #52 MÓJ JESIENNY SMUTECZEK

Dobry wieczór...

Listopad to taki dosyć smutny czas nawet w przyrodzie. Barwna jesień już za nami a zimowe zabawy na śniegu jeszcze przed nami. Tegoroczny listopad rozpieszcza nas piękną pogodą ale generalnie nie jest to zbyt lubiany miesiąc gdyż jest zazwyczaj ponuro, zimno, nieprzyjemnie. Na te jesienne smutki i nie tylko Świerszczyk przygotował całkiem sporą dawkę zapobiegawczo- leczniczą.

Synowie Katrin wzięli się za czytanie i łamigłówki:











I nie mogą się już doczekać kolejnego numeru:

Dzieciaki tynki przeganiają smuteczki listopadowe kolorami według zaleceń z czytanki "Odsmutki na listopadowe smutki"
Wierszyk o tym jak odwiedza nas smutek niezwykle nastrojowy...i te 3 ciasteczka które zabrał, gdy odchodził...coś w tym jest-prawda dorośli? 

Nawet Kotek Mamrotek rozprawiał o smutku, dochodząc do jakże znanej prawdy, że po każdym smutku przychodzą radości.

Przecudowna, przeładowana detalami wyszukiwanka z pewnością wprowadzi Was w dobry nastrój:

Listopadowe smuteczki nawet w niepogodę potrafi rozwiać spacer w deszczu z kolorową parasolą, skakanie w kałużach, a od zimna chronić nas będzie czapka i szalik...

Gra sympatyczna, możemy ją potraktować jako klasyczne Memory, albo skomplikować i grać według zasad dołączonych do gry.

Nasz listopad wygląda także tak...czasem nawet prądu nie ma, wtedy podwieczorek (kolorowe owocki) zjadamy przy świecach...

Obserwujemy przyrodę na spacerach...zdjęcie słabe, na szybko robione...ale zauważyliśmy dzięcioła:

Na odegnanie listopadowych smuteczków dobre jest też tworzenie swoich planszówek:


Nawet Jadzia razem ze starszym rodzeństwem bawi się kolorem:

Bo przecież kolor jest fajny, dodaje energii, przywołuje dobre wspomnienia, rozwesela...
Poniżej zabawa z cieczą nienewtonowską...

A klocki? Czy ułożone z nich kolorowe obrazki nie odpędzą smuteczków? Skupienie podczas konstrukcji, albo obmyślenia ułożenia takiej mozaiki wprowadzi nas w błogi stan zadowolenia:


Czasem na smuteczki są dobre babeczki...z marcheweczki np. z kolorową gwieździstą posypką i domowym kremem karpatkowym...


Oczywiście jeszcze plastelinowe kolorowe stado smoków jest naszym "odsmutkiem"...w ogóle zabawa kolorowymi kawałkami plasteliny może podziałać w sposób terapeutyczny wręcz.

A Wy i Wasze dzieciaki jakie macie sposoby na listopadowe, jesienne smuteczki?
Pozdrawiamy Was, przyjemnego wieczoru,
Katrin i tynka 

sobota, 16 listopada 2019

Mama czyta Joann Chaney "Dopóki smierć nas nie rozłączy"

 Czy mówiłam Wam już, że kiedy wybieram książki w księgarni zwracam najpierw uwagę na okładkę? jeżeli ona mnie zachwyci, wtedy dopiero odwracam i czytam, o czym ona jest. Z książkami z wydawnictwa Zysk jest ten problem, że wybierając książkę nie mam możliwości podejrzenia okładki, bo jeżeli o nią chodzi to z pewnością tej książki nie wybrałabym do recenzowania. Okładka jest dla mnie zbyt drastyczna: skąpane w ciemnoczerwonej krwi obrączki bardzo źle mi się kojarzą.... Sama książka jest jednak niezwykle wciągająca i choć wydaje się, że na początku trochę się ciągnie to po kilku rozdziałach akcja nabiera tempa, aż nie sposób się od niej oderwać. Dobrze , że zaczęłam ją czytać w piątek wieczór, bo zarwałam nockę, żeby dowiedzieć się jak potoczy się akcja, a w przeciwnym wypadku pewnie poszłabym niewyspana do pracy. Książka opowiada historię pewnego małżeństwa. Matt wybiera się z żoną w góry, ta ginie spadając z urwiska do rwącej rzeki. W czasie śledztwa okazuje się, że pierwsza żona Matta ginie w pożarze domu. Przypadek? Nie sądzę....  Szczerze to nawet kilka dni po skończeniu jej targają we mnie uczucia. Niesamowite zwroty akcji, która jest niepewna do samego końca. Kto jest mordercą? Czy Matt, który już kilka lat wcześniej stracił jedną żonę? Jak to się stało, że jego druga żona także ginie i to podczas wspólnej wędrówki po górach? Czy ktoś maczał w tym palce? Może któraś z pań nie mogła sobie poradzić w odrzuceniem? Szczególnie jedno zdanie zapadło mi w pamięci "Samice czarnych wdów zjadają samce". Czy samica pojawi się ponownie? Mimo, że bardzo bym chciała nie mogę ujawnić zakończenia, ponieważ wtedy zepsułabym wam całą zabawę. Mogę tylko szczerze polecić i podsumować, że to jedna z lepszych powieści, które miałam okazję przeczytać w tym roku. Ta książka to prawdziwa BOMBA!


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk.

Pozdrawiam serdecznie, 
Monika.

piątek, 15 listopada 2019

Domowy zielnik - SIEMIĘ LNIANE

Siemię lniane to nic innego jak nasiona lnu.


O zaletach zdrowotnych i leczniczych siemienia można pisać bardzo dużo gdyż samych nasionek możemy używać zarówno w kuchni jak i w produkcji domowych kosmetyków. Nasiona lnu zawierają związki śluzowe, białka, sterole, kwasy organiczne (m.in. askorbinowy), enzymy, sole mineralne oraz są źródłem oleju, który zyskuje coraz większą popularność. 
Dlaczego warto o nie wzbogacać swoją dietę?
Len jest sojusznikiem smukłej sylwetki gdyż wspomaga odchudzanie, pomaga oczyścić układ pokarmowy z zalegających w nim resztek, przeciwdziała zaparciom. Związki śluzowe zawarte w siemieniu powlekają błony śluzowe żołądka, łagodząc wrzody. Ten charakterystyczny śluz pomaga również w leczeniu różnego rodzaju chorób układu oddechowego, powlekając błony śluzowe. Siemię jest świetnym środkiem przeciwkaszlowym (zaparzone siemię - a właściwie kisiel, który z niego powstanie - łagodzi suchy kaszel i hamuje odruch kaszlu - polecane jest m.in. do łagodzenia krtaniowego kaszlu). Przy kaszlu mokrym, np. w zapaleniu oskrzeli napar z siemienia ułatwia oczyszczenie oskrzeli z zalegającej w nich wydzieliny.

Zastosowanie lnu w domowych kosmetykach jest również bardzo popularne, gdyż ma on działanie nawilżające, łagodzące podrażnienia i wzmacniające włosy. W internecie można znaleźć wiele różnych receptur na domowe kosmetyki, które wspomogą nas w utrzymaniu zdrowej cery i włosów.

My też mamy dla Was kilka sprawdzonych przez nas przepisów :)

tynka
Odkąd pierwszy raz upiekłam te "krakersy" robię je systematycznie, ich smak jest uzależniający. A zapach prażonych ziaren, jaki się unosi podczas pieczenia mmm, coś wspaniałego.
Nie zawsze wychodziła mi super forma "krakersików"...czasem rozsypywały się w dłoni, ale na smaku nic nie tracą.
KRAKERSY zmieniające życie <klik>

Agnieszka zaprasza na pyszny owocowy kisiel:

Składniki: 

250 - 300 ml wody
3 łyżki siemienia lnianego
ok. 200 g dowolnych owoców leśnych 
2 łyżki miodu

Wodę zagotować, wsypać siemię lniane. Gotować kwadrans mieszając od czasu do czasu. W niedużym rondelku smażyć owoce, aż się rozpadną. Dodać do nich ulubiony miód, np. wielokwiatowy. Połączyć z ugotowanym siemieniem, który ma charakterystyczną "glutowatą" konsystencję. 
Kisiel wspaniale smakuje i chętnie zjadają go  nawet dzieci!


Ania dodaje siemię do tradycyjnej owsianki: 

W rondelku zagotować w niewielkiej ilości wody (musi być jej tyle, aby po dodaniu wszystkich składników jeszcze odrobina była na wierzchu): 2-3 łyżki płatków owsianych górskich. dodać po łyżce otrębów, siemienia lnianego i nasion chia (tak naprawdę proporcje wg uznania). przykryć. Po kilku minutach dodać mleko lub jogurt. Pyszne i zdrowe śniadanie gotowe :)

Bardzo często robię też lnianego glutka na włosy. Można go zrobić zarówno na ciepło lub zimno (zalać siemię wrzątkiem lub zimną wodą). 
Niewielką ilość siemienia (około 1 łyżki) zalewam wodą i odstawiam do czasu wytworzenia się śluzu. Takiego glutka trzymam w lodówce i po myciu włosów część "kisielu" przelewam do atomizera, dodaję kilka kropel ekstraktu z wybranej rośliny (w tym wypadku aloesu), spryskuję lekko przesuszone włosy i wgniatam układając fryzurę. Myślałam, że taki "glut" będzie obciążał fryzurę - nic bardziej mylnego. Włosy zyskują blask i zdecydowanie mniej się puszą.

 

Źródła:



A Wy w jaki sposób wykorzystujecie siemię lniane?
Pozdrawiamy Was!
Zespół KTM

czwartek, 14 listopada 2019

Podsumowanie wyzwania kolorystycznego - Cynamonowe brązy

Witajcie! Niedawno zakończyło się nasze Wyzwanie kolorystyczne, więc pora przedstawić zgłoszone prace:

LadySavage




(niestety żeby zobaczyć musicie przez linka wejść, ponieważ nie udało się pobrać obrazu)

Ania 


























Wszystkie prace są fantastyczne, więc bardzo ciężko było się nam zdecydować, ale ostatecznie w wyzwaniu zwyciężczynią okazała się osóbka ukrywająca się pod nickiem: Niby nic a Jednak coś i dla niej też banerek:


A oto nagrody:

Magraf ufundował bon o wartości 35 zł


Natomiast Hagart i Bloomcraft 20% zniżkę


Po odbiór nagrody prosimy się zgłosić na klubową skrzynkę lub formularz bloggera. 
Bardzo dziękujemy za udział w wyzwaniu i zapraszamy do udziału w aktualnie trwających wyzwaniach, szczegóły na pasku bocznym.