wtorek, 1 kwietnia 2025

Prima Aprilis :)

 


Prima aprilis
Jan Brzechwa

Wiecie, co było pierwszego kwietnia?
Kokoszce wyrósł wielbłądzi garb,
W niebie fruwała krowa stuletnia,
A na topoli świergotał karp.

Żyrafa miała króciutką szyję,
Lwią grzywą groźnie potrząsał paw,
Wilk do jagnięcia wołał: „Niech żyje!”,
A zając przebył ocean wpław.

Tygrys przed myszą uciekał z trwogi,
Wieloryb słonia ciągnął za czub,
Kotu wyrosły jelenie rogi,
A baranowi - bociani dziób.

Niedźwiedź miał ptasie skrzydła po bokach,
Krokodyl stłukł się i krzyknął: „Brzdęk!”
„Prima aprilis!” - wołała foka,
A hipopotam ze śmiechu pękł.

......................................................................................

Który dziś dzień? Pierwszy! A jaki miesiąc? Kwiecień!
Więc święto żartów na caaaaałym świecie.
Sól zamiast cukru i w butach wata -
śmieje się siostra, mama i tata.
Śmieje się brat, babcia i dziadek,
śmieje się ciocia, wujek i tłum sąsiadek!

.........................................................................................

1 kwietnia cały czas uważaj,
okazji innym żadnych nie stwarzaj,
żarty czekają na każdym kroku,
taki to dzień pełen uroku!
Prima aprilis, aprilis prima,
zaczyna się wiosna, a kończy zima,
więc różne żarty szykujemy,
przez cały dzień śmiać się będziemy.

........................................................................................

Życzy Wam wszystkim dnia pełnego uśmiechu!

Pozdrawiamy!

Zespół KTM:

sobota, 29 marca 2025

Mama czyta: O niebo lepiej

O niebo lepiej to książka- wywiad, z wydawnictwa Zysk i S-ka. Osoba, która zadaje pytania to Gabriela Wilczyńska- absolwentka filologii polskiej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, redaktor publikacji naukowych, popularnonaukowych i nie tylko. Współpracowała z PAN-em i IPN-em.

Osoba, która odpowiada na pytania Pani Wilczyńskiej to Antoni Dębiński- ksiądz, profesor nauk prawnych, kierownik Katedry Prawa Rzymskiego na Wydziale Prawa Kanonicznego i Administracji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
W latach  2012-202 był rektorem KUL-u
Moim zdaniem książka zaspokoi głód lub pobudzi apetyt człowieka, który lubi poznawać nowe terytoria, który lubi odkrywać karty historii.
Autorzy serwują nam w pigułce historię Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ksiądz Dębiński dopuszcza nas do swojego życia, ludzkich dylematów, słabości, pragnień, przemyśleń, wiedzy i czy zainteresowań.
Jeśli do kogoś 300 kartek opowieści to zbyt dużo , można przeczytać 1 rozdział lub kilka, można też przeczytać kilkanaście odpowiedzi na zadawane pytanie i poczuje się smak tortu, którym jest ta książka - ten wywiad.
Autor uświadamia nam ,że Uniwersytet Katolicki jest pod kuratelą dwóch różnych instytucji jako Uniwersytet podlega władzy świeckiej czyli ministerstwu edukacji a jako Uniwersytet Katolicki podlega władzy kościelnej czyli jest zależny od Watykanu.
Zdarzało się  zwłaszcza za czasów kiedy w Polsce panował ustrój komunistyczny ,że tzw. interesy Państwa były sprzeczne z interesami Kościoła katolickiego i za ten stan rzeczy płacili pracownicy KUL-u narażali się na reperkusje ze strony władz świeckich.
Dzisiejszy świat cywilizacyjnie poszedł bardzo do przodu i ewolucja pewnych wartości znów nie jest po drodze jednej czy drugiej władzy, także funkcjonowanie takiego uniwersytetu wcale nie jest prostsze.

To tylko jedno z zagadnień poruszone w tej książce, a każdy aspekt zawarty w niej jest godny uwagi np. rozważania o prawie rzymskim czy o języku łacińskim, rektor wspomina też o świętowaniu w 2018 stulecia uniwersytetu.
Nie sposób w kilku zdaniach opowiedzieć, dlaczego warto przeczytać powyższą książkę, wartość tej książki to także piękne zdjęcia ze stulecia czy innych uroczystości.
Minusem tej książki są dwie rzeczy, po pierwsze trochę ogólnikowe odpowiedzi na postawione pytanie czy zagadnienie ( niestety wywiad rządzi się swoimi prawami), a druga rzecz nad którą bardzo ubolewam to okładka.
Żyjemy w czasach , kiedy środowisko katolickie ma bardzo dużo przeciwników i  do tego bardzo głośnych i skutecznych , natomiast prawdy dekalogu stają się już po prostu niemodne, czy staroświeckie . Katolicki ksiądz na okładce budzi obojętność lub co gorsza sprzeciw, a okładka ma być tak zaprojektowana, aby każdy, kto na nią spojrzy chciałby zajrzeć do środka.

Wydawnictwo Zyska i Spółka


Polecam
Joanna - JB

czwartek, 27 marca 2025

Kolejne postępy - robimy babcine kwadraty.

Witam wszystkich miłośników robienia kwadratów babuni.

W poprzednim poście uczestnicy wyzwania pokazywali swoje przygotowania i postępy.

Teraz pokazujemy ile mamy zrobionych kwadratów po 2 tygodniach.

Na pierwszym zdjęciu pokazuje moje kwadraty i trójkąty. Brakuje mi jeszcze 7 kwadratów do zrobienia letniej bluzeczki (joasia&art).

Alicja, projektantka KTM tworzy kwadraty w kolorze niebieskim i żółtym. Tak wyglądają początki.


Po 2 tygodniach tyle Alicja zrobiłam kwadratów.


Mam na razie 3 zdjęcia postępów uczestników wyzwania z poprzedniego etapu.

Tak wygląda robótka Joanny


Tak wyglądają początki u karto_flanej.


Ania z Zapieceka szydełkuje bardzo kolorową marynarkę, 
która zaczęła robić rok temu. 


Pod tym postem możecie napisać w komentarzu ile już macie kwadratów, ile ich jeszcze brakuje oraz co z nich powstanie. 

Czekamy na Wasze zgłoszenia do 10.04

W dniu 11.04 ukaże się ostatni post,
 gdzie będziemy pokazywać gotowe pracę.

wtorek, 25 marca 2025

Podwieczorek #91 Langosze

 Dziś coś z kuchni węgierskiej ;)

Zdarza się Wam, że zostają z obiadu jakieś dwa ugotowane ziemniaki? I co tu z nich zrobić .... Ja proponuje langosze. Te placki są bardzo syte, więc nadają się nie tylko na podwieczorek ale równie dobrze na obiad.  Podam Wam najprostszą wersje jaką dziś przygotowałam moim domownikom.




Składniki:

2 ugotowane ziemniaki (rozgniecione), pół szklanki mleka, pół łyżeczki masła, pół łyżeczki soli, 50 g żółtego sera (potartego na drobnych oczkach), 15g drożdży, 350g mąki pszennej, pół łyżeczki cukru

Przepis:

Drożdże kruszymy, dodajemy do nich połowę ciepłego mleka, pół łyżeczki cukru, 2 łyżki mąki. Odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 10-15 min. Masło rozpuszczamy w reszcie mleka. W misce łączymy: mąkę, sól, ser, ziemniaki, mleko z masłem i roztwór z drożdży. Wyrabiamy ciasto. Można delikatnie podsypać mąką aż przestanie się kleić do rąk. Ciasto przykrywany i odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia. Dzielimy na części i robimy z nich kuleczki. Nakrywamy ręcznikiem aby nie wyschły. Każdą kulkę rozciągamy rękami na cienki placek i pieczemy na patelki w głębszym oleju (ok.1cm) po ok 2 min z każdej strony.

Podajemy z sosem czosnkowym i tartym serem. To moja propozycja. Każdy może użyć dowolnych dodatków. Langosze są naprawdę syte. Z proporcji tu podanych wychodzi posiłek dla 4 osób.

sobota, 22 marca 2025

Mama czyta: Brzydcy ludzie Żaneta Pawlik

 

BRZYDCY LUDZIE Żaneta Pawlik
Powiem Wam jedno: książka ta prawdziwa, życiowa, że wzrusza i daje do myślenia. Pierwszy raz czytałam książkę, której główny bohater był osiemdziesięcioletnim dziadkiem ukazanym na tle rodziny i otoczenia. Jego życie jako samotnego wdowca jest przepełnione wspomnieniami i walką ze swoimi słabościami: zarówno ciała jak i umysłu. Nadopiekuńcza córka stara się mu pomóc zaniedbując siebie i własną rodzinę. Ale Henryk nie jest zadowolony z jej starań. Dlaczego? Musicie sami zobaczyć codzienność oczami Henryka. Może dzięki tej lekturze inaczej spojrzycie na seniorów w swojej rodzinie. Oni chcą być traktowani normalnie a nie jak małe dzieci.
Brzydcy ludzie dlaczego? Że pomarszczeni? Niedołężni? Zapominający się? A może to nie o nich chodzi? Może brzydcy ludzie to Ci, którzy ich dyskryminują, wykorzystują. Ta książka rodzi wiele pytań.
Mimo poważnego tematu cięty język Henryka zapewni Wam też odpowiednią dawkę humoru, są też śmieszne sytuacje, więc czyta się bardzo dobrze. Żaneta Pawlik napisała bardzo dobrą książkę, w której głos oddała ludziom, o których się nie pisze, a którzy też mają swoje pragnienia i chcą żyć a nie być traktowani jak niesamodzielni. Oprócz tych wszystkich dla których ludzie starsi są przeszkodą, mamy też młode osoby, które traktują ich „normalnie” oraz wolontariuszy, zawsze gotowych pomagać. Nie dla domów starców ale tak dla klubów seniorów, do których mogą chodzić kiedy chcą. Ludzie samotni, odrzuceni są dla siebie w pewien sposób bliscy i widzą swoje potrzeby. Można powiedzieć, że wiedzą o sobie więcej niż tzw. najbliższa rodzina.
Książka jest przepełniona cytatami wartymi wynotowania:
„Na starość liczą się minuty, nie lata czy miesiące, Okruszki dnia.”
„Wszyscy wiedzieli, co jest dla niego lepsze. Odbierali mu decyzyjność, prawo do stanowienia o sobie, dokonywania własnych wyborów. Bo co, bo się garbił bardziej niż inni, ostrożniej stawiał kroki? To świadczy o uważności, której brakuje młodym. Pędzą z jednej pracy do drugiej, żeby zarobić na nowoczesne gadżety, wakacje w najodleglejszych zakątkach świata, licytować się ze znajomymi o poziom szczęścia wytyczony kolejnymi zdobyczami cywilizacji. Gdzie są granice tego wszystkiego? Dokąd prowadzi wyścig z samym sobą? Śmierci i tak się nie oszuka. Dopadnie cię, choćbyś miał miliardy, jak ci, którzy popłynęli obejrzeć wrak Tytanica. Wystarczy  mikroskopijna nieszczelność, żeby utracić wszystko. Przed czasem. Z pychy.”
„Zanim ludzie się przebudzą mijają lata. Wcześniej pragną się dorobić, udowodnić światu swoją wartość, wspinają się po szczeblach kariery, zaniedbują rodziny, planują, osiągają wytyczone cele i kreują następne, a pewnego dnia wszystko okazuje się kłamstwem. Uświadamiają sobie, że przegrali. Iluzja karmiona popędami, głodnym ego, pragnieniami ciała; jak złamana obietnica, zdrada, błaganie o wybaczenie, którego nikt nie słucha, Skupienie na najdrobniejszych skrawkach życia jest jak nieodrywanie wzroku od wskazówki. Świadomość istnienia, bez strachu, smutku, licytowania się o kolejny miesiąc, Pogodzenie i wewnętrzny spokój wynikające z pełnej akceptacji przemijania.”
„Człowiek przecież umiera od chwili narodzin. Każde pójście spać jest jak mikroskopijna śmierć odłożona w czasie. Ta śmierć karmi się snem, rozrasta do potężnych rozmiarów, aż wreszcie pochłania ostatnią żywą komórkę.”
Polecam!
Wydawnictwo Zysk i Spółka
Joanna-JB

piątek, 21 marca 2025

Podróże małe i duże: Muzeum Zabawek w Wilnie

Witajcie Drogie Twórcze Mamy,

dziś chcę Was zabrać w świetne miejsce -  zarówno dla dzieci, jak i dla Was rodziców :)

Zapraszam na powrót do dzieciństwa i wspólne szaleństwo w Muzeum Zabawek w Wilnie.


Muzeum Zabawek w Wilnie to miejsce wyjątkowe, które u każdego wywoła uśmiech na twarzy, a u starszej części zwiedzających przywoła miłe wspomnienia. Miejsce to oferuje niesamowitą podróż przez historię zabawek – od tych średniowiecznych i ludowych, aż po bardziej współczesne, znane z dzieciństwa dzisiejszych dorosłych. To muzeum w którym nie sposób się nudzić i nie sposób z niego szybko wyjść.

Po przekroczeniu progu muzeum wita nas przemiły Pan z obsługi, który wyjaśnia nam po angielsku zasady panujące w muzeum, a także pokazuje jak używać pierwszych, najstarszych zabawek.


Samo muzeum może nie jest ogromne, ale nie jest też całkiem małe. Składa się z kilku sal oraz korytarza w którym również znajdują się eksponaty. Wnętrze zaprojektowane jest z niezwykłą dbałością o szczegóły. Jest czysto, a zabawki są w doskonałym stanie. 

Ups! Zapomniałam o najważniejszym! Znakomitą większością eksponatów w muzeum można się bawić :) I oczywiście trzeba po sobie sprzątać, tak aby inni po nas też mogli tej przyjemności zażyć. Jeśli ktoś jednak nie ma ochoty na zabawę i poznawanie historii zabawek może usiąść na krześle bądź ławce i obserwować swoją pociechę.

Moja Ania natychmiast wypróbowała pierwsze z brzegu zabawki z czasów najdawniejszych. A razem z nią świetnie bawiłyśmy się ja i moja siostra :) Interaktywność tego muzeum to zdecydowanie jego największa zaleta. Niestety niewiele jest nadal muzeów w których można wejść w interakcje z eksponatami. Chyba, że mowa o nowoczesnych, bardziej "elektronicznych" muzeach...

Każdy eksponat ma opis w języku angielskim, który zawiera m.in. instrukcje obsługi, datę powstania zabawki oraz ciekawostki. 

Gdy przeszliśmy dalej przez dłuższą chwilę bawiła się tylko Ania, a jak z siostrą już nie. A to wszystko dlatego, że zaczęłyśmy z nutką nostalgii przyglądać się kolejnym umieszczonym na półkach i w gablotkach zabawkom i wspominać swoje dzieciństwo. 


Ekspozycje podzielone są na kilka sekcji tematycznych, co ułatwia zwiedzanie i daje poczucie płynnej podróży przez epoki i historię zabawek. My do muzeum poszliśmy na samo otwarcie i przez dobre pół godziny mogliśmy je eksplorować w całkowitej samotności i nieskrępowaniu. Potem doszło trochę zwiedzających, ale tłumów nie było.


Ogólnie podobały mi się wszystkie ekspozycje, ale najbardziej sala z maszynami z lat chyba 90. Wspólną rozgrywka w piłkarzyki to jest to! :) W muzeum znajduje się również kilka gier planszowych w które można wspólnie grać, a także "scena" do robienia teatrzyku pacynkami - wspaniała zabawa, mówię Wam!


Podsumowując: Muzeum Zabawek w Wilnie to miejsce, w którym można spokojnie spędzić 2-3 godziny nie narzekając na nudę. Według mnie must have dla wszystkich posiadaczy małych i większych pociech.

Natalia Kiler

wtorek, 18 marca 2025

Aktywne czytanie: "Gaja z Gajówki. Zagadka opuszczonej wsi" Anna Włodarkiewicz

 

I znów tu jesteśmy, w samym sercu lasu. Otulone opowieścią utkaną z rodzinnego ciepła i miłości do przyrody. Gaja złapała nas za ręce i wciągnęła do swojego świata, w którym właśnie dzieje się wiosna!

Las budzi się do życia. Kwitnie leszczyna, a pod stopami ściele się dywan z przebiśniegów, sasanek i zawilców. Stąpamy delikatnie i ostrożnie rozglądając się z zaciekawieniem. Dziwne to uczucie, bo trochę jakby wróciłyśmy w miejsce dobrze znane, a trochę jednak jest inaczej i rozglądać się trzeba uważniej, żeby niczego nie przeoczyć. Wszak las jest zupełnie inny i Gaja też zmieniła się trochę-jest przecież o rok starsza. Nie zmieniła się jednak jej miłość do przyrody i ciekawość świata. Owszem- zdarzają się fochy i muchy w nosie, jest trochę złości i samotności. Dzięki temu Gaja zdaje się być dziewczynką z krwi i kości, prawdziwą i autentyczną, z którą można się kolegować.

„Wiesz, mamo, mogłabym się przyjaźnić z Gają. I ty też na pewno zaprzyjaźniłabyś się z jej mamą” -stwierdziła Ola. I wiecie co? Też tak myślę!

Już to widzę: jak dziewczynki  włóczą się po wiosennym lesie podglądając mrówki. Jak krzyczą: „HURA” na powitanie czajek i pliszek, które po zimie wróciły do lasu i jak podglądają tańce godowe żurawi. Już widzę jak wspólnie z Polą – mamą Gai smażymy placuszki bananowe i zabieramy nasze córki na leśne kąpiele, by uczyć je patrzeć, słuchać, wąchać i smakować las. Jak urządzamy wyprawy po brzozowy sok i siejemy łąki kwietne. Jak stroimy się w  suknie i idziemy na żabi koncert. Widzę jak przygotowujemy olejek odstraszający kleszcze, soki, przetwory, syropy; jak malujemy akwarelami, wszystkie cztery, opowiadając przy tym o przygodach Malutkiej Czarownicy, którą właśnie przypadkiem wszystkie jak jedna przeczytałyśmy.

Widzę też jak dziewczynki przepadają razem na całe dnie, by rozwiązać tajemniczą zagadkę opuszczonej wsi. Jak szepczą po kątach o mapach, listach i duchach; jak snują opowieści o leśnych skrzatach, w które przecież obie wierzą.

Tak by było... gdybyśmy tylko mieszkały w sąsiedztwie Gai i jej rodziców🙃

Tak jest!

Gdzie?

W książce !

Przeczytajcie!



A jak już przeczytacie – chodźcie z nami ! Zasiądziemy wspólnie do stołu, w ruch pójdą nożyczki, wytłoczki po jajkach, farbki i pompony. Wyczarujemy razem wiosenny wianek-kolorowy, wielobarwny... Taki, który na pewno z ochotą nosiłaby Gaja z Gajówki i jej mama, taki który i my z chęcią włożymy na powitanie Wiosny.

Jak go wykonać ?

Zobaczcie sami :




Polecamy.

Aga i Ola

 

ANNA WŁODARKIEWICZ

 „GAJA Z GAJÓWKI.ZAGADKA OPUSZCZONEJ WSI”

Wydawnictwo Świetlik