Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chwila dla Mamy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chwila dla Mamy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 września 2026

Jesienne wyzwanie z Coricamo - zapisy.


 Witajcie Kochani,

Już za 3 dni mamy kalendarzową jesień. 
Idealny czas na miłe popołudnia i wieczory z igła w ręku.

Dziś chcielibyśmy Was zaprosić do wspólnego jesiennego haftowania.

Rozpoczynamy zapisy do nowej zabawy.
Będziemy haftować tym razem 3 zakładki.




Wzorem pierwszym będzie zakładka z tej serii z uroczym liskiem. Piękny widok jesiennego lasu w małej zakładce. Możecie mając wzór trzech zakładek stworzyć taki trzy częściowy jesienny obraz. 






Drugi i trzeci wzór jest w tematyce Halloween. Sklep Coricamo sponsor naszej zabawy udostępni w tej zabawie 2 nowe wzory z dynią i czarnym kotem, które jeszcze nie są w sprzedaży. Bardzo dziękujemy za wzory tych zakładek.  Jeśli lubicie czytać książki w takiej mrocznej tematyce, to jestem pewna, że te wzory Wam się bardzo spodobają. W końcu zakładka musi pasować do książki ;)

W jesiennej zabawie haftujemy razem trzy zakładki, których wzory udostępnił nam główny sponsor sklep Coricamo - KLIK


Z pośród osób, które ukończą wyzwanie wybierzemy jedną najlepszą pracę. Zwycięstwa otrzyma nagrodę niespodziankę od sklepu Coricamo.

Można wyhaftować tylko 1 wzór, aby wziąć udział w wyzwaniu lub wszystkie trzy. Sami zdecydujecie jaka jest najlepsza oprawa haftu. Kolorystyka też może być inna, niż ta proponowana w schemacie. Te małe detale mają duże znaczenie, więc przemyślcie wszystkie elementy wcześniej.

Przypominany że wzory są udostępniane uczestnikom w ramach tej zabawy. Nie można ich nikomu udostępniać. Od razu informuje, że tak będą też wzory na aplikację Coricamo.

Jeśli chcecie się pochwalić waszymi pięknymi pracami oraz postępami haftów,
to zapraszamy do pokazania prac na forum grupy:

Coricamo - podziel się swoja pasją

do odnalezienia na FB

Zapraszamy do udostępniania informacji o naszej zabawie na Waszych profilach i blogach.

Zapisy trwają do końca września.
Uczestnicy wzory otrzymają na początku października.

W komentarzu podajcie imię lub nick 
oraz adres mailowy.

Do zobaczenia w kolejnym poście na początku października.
 Pozdrawiamy - Zespół KTM.

wtorek, 21 lipca 2026

CHWILA DLA MAMY: Magia zamknięta w skrzynce

Dlaczego w cyfrowym świecie wciąż warto pisać pocztówki?

Żyjemy w czasach, w których komunikacja stała się błyskawiczna. Wysyłamy dziesiątki wiadomości na Messengerze, lajkujemy zdjęcia na Instagramie, a maile spływają na nasze telefony w ułamku sekundy. Wszystko jest szybkie, cyfrowe i... ulotne. W tym całym pędzie łatwo zapomnieć o tym, jak wielką radość sprawia coś, co możemy fizycznie dotknąć.

Niedawno po dłuższej przerwie wróciłam do niezwykłej pasji, jaką jest Postcrossing, i na nowo odkryłam, ile magii kryje w sobie tradycyjne pisanie kartek. Zupełnie zapomniałam, jak ogromną przyjemność i spokój niesie ze sobą ten proces.

Czym właściwie jest Postcrossing i jak to działa?

Dla tych z Was, którzy słyszą o tym po raz pierwszy: Postcrossing to darmowa, międzynarodowa platforma, która umożliwia ludziom z całego globu wymianę prawdziwych, papierowych pocztówek. Zasada jest banalnie prosta i opiera się na mechanizmie niespodzianki:

 1. Logujesz się na stronie i klikasz opcję „wylosuj adres”.

 2. System wybiera dla Ciebie losową osobę z dowolnego zakątka świata.

 3. Wypisujesz dla niej kartkę, naklejasz znaczek i wrzucasz do skrzynki.

 4. Gdy Twoja kartka dotrze do adresata i zostanie przez niego zarejestrowana, Twój adres trafia do puli – i wtedy ktoś inny na świecie losuje Ciebie!


Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nigdy nie wiesz, od kogo i z jakiego kraju otrzymasz kolejną pocztówkę. Każde otwarcie skrzynki pocztowej zamienia się w małe święto i przynosi ten niesamowity dreszczyk emocji!

Odtrutka na „cyfrowy szum”

We współczesnym digi-świecie Postcrossing to dla mnie idealna odtrutka na natłok informacji. Wymaga zatrzymania się. Musisz usiąść przy biurku, wziąć w dłoń ulubione pióro czy dlugopis i zastanowić się, co chcesz przekazać drugiej osobie. Wybór odpowiedniej pocztówki pod gust wylosowanego odbiorcy to proces pełen uważności i empatii. Myślisz o kimś, kogo zupełnie nie znasz, ale chcesz wywołać uśmiech na jego twarzy.

To także niesamowity sposób na kontakt ze światem bez pośrednictwa algorytmów społecznościowych. Przełamujemy bariery językowe i geograficzne, wymieniając myśli z ludźmi, z którymi prawdopodobnie nigdy inaczej byśmy nie porozmawiali.

Moje doświadczenia: Co można zmieścić na kawałku kartki?

Wielu osób uważa, że na pocztówce mieści się tylko standardowe „Pozdrowienia z wakacji, pogoda dopisuje”. Moje doświadczenie pokazuje, że można z tego uczynić małe dzieło sztuki! Po powrocie do tej pasji obiecałam sobie, że każda moja pocztówka będzie dla odbiorcy mini-podróżą.

Przemycam na nich lokalne ciekawostki, niezwykłe fakty historyczne czy opowieści, o których warto wiedzieć. Od 20lat mieszkam w Irlandii i na moich ostatnich kartkach wysyłanych właśnie stąd opisywałam m.in. historię dzikiego delfina Fungie z zatoki Dingle, filmowe sekrety biblioteki The Long Room w Trinity College, wierność irlandzkich maskonurów czy niezwykłą tradycję tutejszych pubów i ukryte znaczenie narodowej koniczyny.

O tym wszystkim możecie poczytać na moim postcrossingowym blogu, gdzie serdecznie zapraszam. 

Dzieląc się takimi wiadomościami, daję odbiorcy cząstkę mojego świata i kultury miejsca, w którym żyję. Z kolei w mojej skrzynce lądują opowieści o codziennym życiu w Japonii, tradycyjnych potrawach z Niemiec czy pięknych zakątkach Stanów Zjednoczonych.

Spróbuj i Ty – poczuj tę magię! To fantastyczne zajęcie dla osób w każdym wieku. Możesz wysyłać takie kartki ze swoimi pociechami i przekazać im cząstkę dawnych czasów. 

Więc jeśli szukasz hobby, które pozwoli Ci na chwilę zwolnić, rozwinąć kreatywność, podszlifować języki obce i po prostu poczuć dziecięcą radość z czekania na listonosza – gorąco zachęcam Cię do spróbowania Postcrossingu.

Wystarczy jedna czysta karta, chwila refleksji i znaczek, by posłać w świat odrobinę ciepła. Kto wie, może Twoja pierwsza pocztówka zmieni czyjś dzień na lepsze?

A czy Wy wysyłacie jeszcze czasem tradycyjne kartki, czy całkowicie przenieśliście się do cyfrowego świata? Dajcie znać w komentarzach!

Gorąco pozdrawiam,

Majalena

sobota, 11 lipca 2026

Mama czyta: "Bursztynowe słodycze magiczne." H.Kurisu

"Bursztynowe słodycze magiczne"
Hiyoko Kurisu
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: The Night Alley (tom I)
Liczba stron: 208
 

"Bursztynowe słodycze magiczne" to moja pierwsza książka Hiyoko Kurisu. Jak dla mnie pozycja ta jest niezmiernie interesująca, porusza tematy istotne w życiu, pokazuje bohaterów z różnymi problemami. 
 
Książka napisana w sposób nie pozwalający oderwać się od lektury, przyciąga jak magnes. Same historie bohaterów powieści pozwalają na identyfikowanie się z nimi i ich problemami, które mogą dotyczyć każdego człowieka i niejednokrotnie dotyczą. Rozwiązanie ich perypetii znajdują w pewnym sklepie ze słodyczami - jest to jedyny działający sklep w opuszczonej alei sklepów, do której można wejść (przy zbiegu pewnych okoliczności) przez teren świątyni.
 
Właścicielem tego magicznego sklepu jest pół człowiek, pół lis o złotych oczach i wdzięcznym imieniu Kogetsu. Tajemniczy, sympatyczny i przede wszystkim spostrzegawczy, potrafiący prześwietlać na wylot. A być może do to tego miejsca trafiają tylko osoby, które życie zaczęło przerastać i w tajemniczy sposób wybierają odpowiednie "lekarstwo" na swoje dolegliwości. 
 
Słodycze o równie magicznych nazwach, jak samo ich działanie są stosunkowo tanie. Jedynym warunkiem jest zjedzenie jednej sztuki dziennie, mimo ich smaku, aromatu i małych rozmiarów. Co stanie się kiedy zjesz ich więcej??? Ludzkie niedoskonałości powodują, że od każdego z bohaterów wraca do Kogetsu bursztynowy słodycz.   
 
Magiczne słodycze nie przynoszą gotowych rozwiązań problemów bohaterów. Łakocie oferowane przez Kogetsu realnie nie posiadają magicznych mocy "naprawy" człowieka, one tylko uwypuklają problem i są impulsem do zmian, ale to każdy sam musi podjąć kluczowe decyzje.
 
W trakcie czytania niejednokrotnie burczało mi w brzuchu od przepysznych nazw japońskich słodyczy, niejednokrotnie czułam zapach tych pyszności, niejednokrotnie czułam ich smak, niejednokrotnie łamałam sobie język przy próbie wymówienia ich nazw, niejednokrotnie miałam ciarki na ciele z emocji jakie towarzyszyły bohaterom. 
  
Sama książka składa się z krótkich opowiadań, które skłaniają do zatrzymania się, refleksji nad własnym życiem, własnymi "niedoskonałościami" i "słabościami", by obejrzeć swoje życie z innej perspektywy. Ciepło, subtelność i magia płynąca z każdej przeczytanej strony pozostaje również po zamknięciu ostatniej strony. Z pewnością wrócę do tej lektury i serdecznie Wam polecam. 

****

Razem z Anitą przeczytałam tę samą książkę i zgodnie stwierdzamy, że to lektura, przy której naprawdę można odpocząć. Od pierwszych stron przeżywałam razem z bohaterami ich trudne chwile i mocno im kibicowałam.

Jeśli do tej pory nie sięgaliście po książki fantasy z odrobiną magii w tle, to „Bursztynowe słodycze magiczne” będzie idealnym wyborem na początek. Historia jest prosta, nie ma w niej wielu bohaterów, ale właśnie to sprawia, że łatwo się z nimi utożsamić.

Każdy rozdział opowiada o innej osobie, która trafia do tajemniczego sklepu z magicznymi słodyczami. Każda z tych historii porusza realne problemy – jedni bohaterowie zmagają się ze zmartwieniami, inni z kompleksami lub własnymi słabościami. Czytelnik przez cały czas trzyma za nich kciuki i ma nadzieję, że uda im się odnaleźć siłę, by pokonać przeciwności losu.

Bardzo ciekawą i tajemniczą postacią jest również Kogetsu, inspirowana japońskimi lisimi duchami. Z każdą kolejną historią poznajemy go coraz lepiej i odkrywamy kolejne tajemnice związane z jego przeszłością. W końcowych rozdziałach wyjaśnia się również, w jakich okolicznościach powstał sklep z magicznymi słodyczami. Autor stopniowo odsłania kolejne tajemnice, utrzymując napięcie aż do ostatnich stron, dlatego książkę czyta się lekko i z przyjemnością.

Jeśli szukacie ciepłej, pozytywnej i wartościowej książki dla nastolatka, „Bursztynowe słodycze magiczne” będzie świetnym wyborem. Czasami to właśnie proste historie niosą ze sobą najpiękniejszy i najbardziej wartościowy przekaz i nawet lepszy niż niejeden głośno reklamowany bestseller.

Anita i ja dziękujemy wydawnictwu za możliwość przeczytania tej wyjątkowej książki. Z pewnością będę czekać na publikację kolejnych tomów w polskiej wersji z tego wydawnictwa. 


poniedziałek, 29 czerwca 2026

CHWILA DLA MAMY : Jak trend „A Scrap a Day” zamienia codzienne „śmieci” w sztukę

Kiedy wieczorem dom w końcu cichnie, a zabawki lądują w koszach, większość z nas marzy o jednym – o chwili tylko dla siebie. Jednak jako mamy często wpadamy w pułapkę: chcemy odpocząć, ale brakuje nam energii na skomplikowane hobby, a bezmyślne przewijanie telefonu wcale nie przynosi upragnionego resetu. Co by było, gdybyśmy mogły znaleźć ukojenie w czymś, co i tak codziennie przechodzi przez nasze ręce, a do tego nie wymaga poświęcania cennych godzin?

W dzisiejszym wpisie z cyklu „Chwila dla mamy” chcę zaprosić Was do świata, który udowadnia, że najpiękniejsza sztuka rodzi się z tego, co z pozoru bezwartościowe. Porozmawiajmy o fenomenie ukrytym pod hasłem -A Scrap a Day.

Niedawno wpadł mi w ręce fascynujący artykuł na portalu AOL dotyczący globalnego trendu, jakim stał się wlaśnie *junk journaling* i jego codzienna, minimalistyczna wersja – „A Scrap a Day” (jeden skrawek dziennie). Publikacja ta rzuca zupełnie nowe światło na to, jak podchodzimy do wspomnień. Autorzy zauważają, że w przeciwieństwie do tradycyjnego scrapbookingu, który przez lata kojarzył się z drogimi, idealnie dopasowanymi materiałami ze sklepów plastycznych, obecny trend stawia na ekologiczny upcykling i absolutną wolność.

„A Scrap a Day” polega na zamienianiu codziennych odpadków – biletów, fragmentów opakowań, metek, starych kopert czy zapisków – w spójną, artystyczną całość. Jak trafnie zauważono w artykule, to, co dla kogoś jest zwykłym „śmieciem”, w rękach twórcy staje się warstwą opowieści, teksturą i emocjonalnym kapsułą czasu. Nie musimy kupować niczego nowego. Wszystko, czego potrzebujemy, już u nas jest.

Mogłoby się wydawać, że prowadzenie takiego dziennika to kolejny obowiązek na i tak długiej liście zadań. Nic bardziej mylnego. To właśnie w prostocie tej metody tkwi jej największa siła terapeutyczna, tak bardzo potrzebna każdej mamie.

Po pierwsze, metoda ta zdejmuje z nas presję perfekcji. Codzienność z dziećmi bywa chaotyczna, nieidealna i pełna niespodzianek. Taki sam jest „A Scrap a Day”. Skrawki mogą być naddarte, pokrzywione, a klej może lekko wystawać za brzegi. Nie ma tu miejsca na ocenianie – liczy się proces twórczy, który uwalnia głowę od napięcia.

Po drugie, wcale nie musisz poświęcać na to godzin uwagi. Macierzyństwo uczy nas zarządzania mikro-chwilami. Na stworzenie jednego dziennego wpisu potrzebujesz zaledwie 5 do 10 minut. Wystarczy otworzyć zeszyt, wkleić paragon z kawiarni, w której piłaś szybką kawę na spacerze, albo wycinek z tekturowego pudełka po nowych butach malucha, dodać jedno zdanie lub datę i zamknąć notes. To rytuał, który zmieści się między wieczorną herbatą a pójściem spać.

Wklejanie skrawków papieru ma w sobie coś z głębokiej medytacji. Dotyk szorstkiej tektury, zapach papieru, fizyczny akt odrywania i układania kompozycji odciągają nas od cyfrowego świata ekranów i pozwalają zakotwiczyć się w teraźniejszości. Tworząc, na powrót stajemy się kimś więcej niż tylko „mamą na pełen etat” – stajemy się kreatorkami własnej przestrzeni.

Zamiast perfekcyjnych, cyfrowych zdjęć w telefonie, których mamy tysiące i do których rzadko wracamy, w projekcie „A Scrap a Day” budujemy coś namacalnego. Trzymając w rękach taki dziennik po kilku miesiącach, będziesz mogła dosłownie dotknąć swoich wspomnień.

Twoje 5 minut zaczyna się dziś

Moje drogie, podsumowując: nie potrzebujecie wielkiego talentu plastycznego, drogich narzędzi ani wolnego popołudnia, by podarować sobie odrobinę artystycznego relaksu. Rozejrzyjcie się wokół siebie. Może w kieszeni kurtki leży bilet z dzisiejszego wyjścia do zoo? Może na stole leży ładna metka?

Weźcie zwykły notes, klej i dajcie sobie te legendarne 5 minut wolności. Wasza głowa Wam za to podziękuje.

A jak wyglądają Wasze chwile dla siebie? Próbowałyście już kiedyś tworzyć coś ze skrawków codzienności? Dajcie znać w komentarzach!

czwartek, 21 maja 2026

CHWILA DLA MAMY : Aromaterapia w Twoim domu

Czy zdarzyło Wam się kiedyś wejść do jakiegoś miejsca i natychmiast poczuć, jak całe napięcie schodzi z Waszych ramion? Często myślimy, że to zasługa drogich mebli czy wakacyjnego otoczenia, ale prawda jest znacznie prostsza i... tańsza. Nasz domowy mikroklimat budują bodźce, które docierają do nas niemal podświadomie. Jako kobiety opiekujące się domem i dziećmi, często funkcjonujemy w środowisku pełnym przypadkowych dźwięków – od hałasu zabawek po szum telewizora w tle. A gdyby tak przejąć stery nad tym, co czują nasze zmysły i w zaledwie trzydzieści sekund zamienić salon w oazę spokoju?


Wszystko zaczyna się od zapachu. To jedyny zmysł, który ma bezpośrednie połączenie z częścią mózgu odpowiedzialną za emocje. Kiedy czujemy aromat olejku lawendowego, nasze ciało dostaje jasny sygnał: „bezpiecznie, można odetchnąć”. Nie potrzebujemy do tego skomplikowanych rytuałów. Wystarczy kilka kropel naturalnego olejku dodanego do dyfuzora lub kominka, by powietrze wypełniło się spokojem. Lawenda to moja wieczorna rutyna, która wycisza domowników po intensywnym dniu.

Rano z kolei świetnie sprawdzają się cytrusy – pomarańcza, grejpfrut czy cytryna. Ich świeży, lekki zapach działa jak mały zastrzyk energii i pomaga łagodniej wejść w intensywny dzień. Bardzo lubię też olejek miętowy, szczególnie wtedy, gdy brakuje mi koncentracji albo dopada mnie zmęczenie po nieprzespanej nocy. A kiedy marzy mi się przytulny, „domowy” klimat, sięgam po wanilię lub cynamon – te zapachy od razu kojarzą się z ciepłem, spokojem i chwilą dla siebie.

W aromaterapii najpiękniejsze jest to, że nie wymaga wielkich rytuałów ani dodatkowego czasu. Możemy dobrać zapach do nastroju albo do tego, czego akurat potrzebujemy. Jednego dnia będzie to ukojenie, innego pobudzenie czy odrobina lekkości. Warto też pamiętać, że naturalne olejki eteryczne są bardzo intensywne – kilka kropli naprawdę wystarczy, by odmienić atmosferę całego pomieszczenia.

Jednak zapach to tylko połowa sukcesu. Prawdziwa magia dzieje się wtedy, gdy połączymy go z odpowiednim dźwiękiem. Zauważyłam, że my, kobiety, często boimy się ciszy i wypełniamy ją radiem czy przypadkowym programem w tle. Tymczasem to właśnie dźwięki natury lub dobrze dobrana muzyka klasyczna potrafią obniżyć poziom kortyzolu u wszystkich domowników. Spróbujcie kiedyś zamiast wiadomości włączyć playlistę z szumem lasu lub delikatnym pianinem. Nagle okaże się, że dzieci bawią się odrobinę ciszej, a my same poruszamy się z większą lekkością. To tak, jakbyśmy nałożyły na rzeczywistość miękki filtr, który łagodzi wszystkie ostre krawędzie dnia.

Tworzenie takich małych, kojących rytuałów nie jest luksusem „na specjalne okazje”. To sposób, by zadbać o siebie w codzienności – między praniem, gotowaniem i milionem drobnych spraw. Zmiana atmosfery w domu zajmuje czasem mniej niż minutę: kilka kropel ulubionego olejku, zapalona świeca, spokojna muzyka w tle, nie sprawi to, że obowiązki znikną, ale może sprawić, że łatwiej będzie nam przez nie przejść.

Bo kiedy mama czuje spokój, cały dom zaczyna oddychać spokojniej. I to jest najpiękniejsza moc, jaką mamy w swoich rękach.

Powodzenia.


wtorek, 21 kwietnia 2026

CHWILA DLA MAMY: Luksus bycia offline

W dzisiejszym świecie, w którym każda z nas nosi w kieszeni cały świat, a powiadomienia o nowych mailach, wiadomościach czy zdjęciach znajomych spływają do nas strumieniem bez końca, zaczynamy zapominać, jak smakuje prawdziwa cisza. Często łapiemy się na tym, że nawet w tej krótkiej, upragnionej chwili dla siebie, odruchowo sięgamy po telefon. Zamiast obiecanego relaksu, fundujemy sobie jednak kolejne porcje informacji, porównań i cudzych emocji. A gdyby tak na chwilę odłożyć to błyszczące urządzenie i odkryć, że największym luksusem naszych czasów wcale nie jest bycie „na bieżąco”, ale odważne bycie offline?

Higiena cyfrowa brzmi jak skomplikowane pojęcie, ale w rzeczywistości to najprostszy prezent, jaki możemy sobie podarować. Wszystko zaczyna się od zrozumienia, jak destruencyjnie działa na nas niebieskie światło ekranów i nieustanny szum informacyjny, zwłaszcza wieczorem. Kiedy po całym dniu intensywnej pracy – czy to zawodowej, czy tej domowej przy dzieciach – scrollujemy media społecznościowe, nasz mózg dostaje fałszywy sygnał, że wciąż musi być w pełnej gotowości. Zamiast wyciszenia, fundujemy sobie dawkę niebieskiego światła, które blokuje wydzielanie melatoniny, psując jakość naszego snu. To dlatego rano budzimy się zmęczone, mimo że teoretycznie „odpoczywałyśmy” wieczorem na kanapie z telefonem w ręku.

Prawdziwa zmiana zaczyna się od jednej godziny. Tylko sześćdziesiąt minut bez ekranu przed snem potrafi zdziałać cuda dla naszego spokoju ducha. To moment, w którym świat cyfrowy przestaje istnieć, a my wracamy do analogowych przyjemności, które kiedyś sprawiały nam tyle radości.

 Przypomnijcie sobie zapach papierowej książki, szelest kartek i to, jak wyobraźnia buduje obrazy bez gotowych filtrów z Instagrama. Może to być czas na zapomniane robótki ręczne, które angażują dłonie i pozwalają myślom swobodnie płynąć, albo po prostu na filiżankę herbaty wypitą w absolutnej ciszy. Ta cisza nie jest pusta – ona jest pełna możliwości regeneracji, której żaden smartfon nam nie zapewni.

Wprowadzenie cyfrowego detoksu to proces odzyskiwania wolności. Kiedy wyłączamy powiadomienia, przestajemy być zakładniczkami cudzych oczekiwań i natychmiastowych odpowiedzi. Uczymy się na nowo, że nie musimy wiedzieć wszystkiego o wszystkich w każdej minucie dnia. Ten luksus bycia niedostępną dla sieci pozwala nam stać się bardziej obecnymi dla samych siebie i dla naszych najbliższych. Relaks, który płynie z braku wibracji telefonu w dłoni, jest głęboki i prawdziwy. Daje nam szansę, by rano obudzić się z jasnym umysłem i energią, której nie da się kupić w żadnej aplikacji. Spróbujcie dziś odłożyć telefon godzinę wcześniej – Wasza głowa i ciało podziękują Wam za to najpiękniejszym, głębokim snem.


Pozdrawiam serdecznie

Magdalena 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

"Wielkanocne wyzwanie z Coricamo" - FINAŁ

 Witajcie Kochani,

z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w naszym wyzwaniu „Wielkanocne haftowanie z Coricamo”. To była naprawdę wyjątkowych czas wspólnego haftowania

Powstały wyjątkowe prace - dopracowane w najmniejszych detalach.
Z ogromną przyjemnością oglądaliśmy etapy powstania gotowych prac.

Mamy nadzieję, że to wyzwanie przyniosło Wam dużo radości i pozwoliło poczuć satysfakcję z tworzenia własnoręcznych, wielkanocnych ozdób oraz prezentów dla bliskich przygotowanych prosto z serca.

A teraz pora na najważniejszy moment.
Z ogromną radością ogłaszamy, że zwyciężczynią zostaje…


Na koniec pokazujemy wszystkie gotowe 
i oprawione hafty uczestników oraz projektantek KTM.



Joasia (joasia&art), projektantka KTM przygotowała ozdobę świąteczną na stół.



Anita, projektantka KTM przygotowała świąteczny obrazek.

Oto prezentacja prac uczestników:


1) Basia przygotowała dwie świąteczne karteczki - KLIK
@sercem,haftowanie, hand,made



2) Czarna dama wykonała trzy kolorowe karteczki z haftem - KLIK


3) Jenette wykonała świąteczną karteczkę - KLIK


4) Magiczny Świat Krzyżyków. Powstał piękny obrazek - KLIK


5) Rodzinne Robótki Ręczne. Tak prezentuje się ozdobna zawieszka -KLIK



6) Marzena S. Zrobiła dwie zawieszki oraz jedno jajko w wersji z uszami - KLIK


7) Powstała zawieszka w kształcie jajka - @ziemniaczkowezycie - KLIK



8) Kasia Ciepiela haft wykorzystała do zrobienia obrazka - KLIK

****
Zwyciężczynie wyzwania zapraszamy do kontaktu mailowego
w celu obioru nagrody niespodziankę od sklepu Coricamo.

Dziękujemy za wspólną zabawę i zapraszamy
do zgłaszania prac w aktualny wyzwaniu cyklicznym. 

Pozdrawiamy - Projektantki KTM

niedziela, 22 lutego 2026

CHWILA DLA MAMY : Boso po śniegu.

 Pomimo panującej jeszcze zimy, witam wszystkich bardzo ciepło.

Kiedy otrzymałam zaproszenie do przygotowania wpisu na blogu z cyklu Chwila dla Mamy, pomyślałam, że choć sama mamą nie jestem, to doskonale rozumiem, czym jest codzienny bieg na najwyższych obrotach.

Jako opiekunka gromadki dzieciaków oraz aktywna ciocia i matka chrzestna żywiołowej trzylatki, każdego dnia muszę mieć silnik odpalony na pełną moc. W takim tempie każda z nas potrzebuje swojego zaworu bezpieczeństwa, a ja znalazłam go w miejscu, o które jeszcze niedawno bym siebie nie podejrzewała. Chciałabym Wam opowiedzieć o tym, jak śnieg stał się moją ulubioną metodą na reset.

Moja historia z chodzeniem boso wcale nie zaczęła się od wielkiej odwagi. Wręcz przeciwnie – moje stopy zawsze były niezwykle wrażliwe na dotyk, wręcz przeczulone na każdy bodziec. Do niedawna spacer brzegiem morza bez butów czy klapków był dla mnie wyzwaniem nie do przejścia, a myśl o gołych stopach na trawie czy podłodze budziła jedynie dyskomfort. Wszystko zmieniło się dzięki mojej najlepszej przyjaciółce. 

To ona, z ogromną cierpliwością, zaprosiła mnie pewnego dnia do wspólnego spaceru boso po trawie.

Pomogła mi przełamać te wewnętrzne bariery i pokazała, że to, co brałam za drażniący bodziec, może być kojącym masażem i najczystszą formą relaksu. Dzięki niej odkryłam zupełnie inny wymiar odczuwania ziemi pod stopami i nagle to, co było niemożliwe, stało się moją codzienną przyjemnością.

Kiedy już oswoiłam trawę i piasek, przyszedł czas na krok dalej – zimę i śnieg. 

Jeśli wydaje Wam się, że przy wrażliwych stopach chodzenie po śniegu to tortura, to muszę Was wyprowadzić z błędu. Dla mnie to moment absolutnego wyciszenia. Kiedy po całym dniu opieki nad dzieciakami, gdy energia jest już na wyczerpaniu, wychodzę na chwilę na śnieg, czuję natychmiastowe uziemienie. 

To nie tylko hartowanie ciała, ale przede wszystkim genialny sposób na odciążenie nóg i głowy. Ten mroźny impuls sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć, a opuchlizna i zmęczenie znikają, ustępując miejsca niesamowitej lekkości.

Dzisiaj, stojąc boso na śniegu, wspominam dawną siebie, która bała się piasku na plaży, i uśmiecham się do tych wspomnień. Ta chwila w zimnie to mój czas na regenerację, bym mogła wrócić do moich dzieciaków z nową dawką cierpliwości i uśmiechu. 

To niesamowite, jak natura potrafi pobudzić krążenie i przynieść ulgę bez drogich zabiegów w spa. Czuję wtedy, że robię dla swojego organizmu coś absolutnie pierwotnego i dobrego. Ta lekkość, która pojawia się tuż po tym, jak już założysz ciepłe wełniane skarpety i napijesz się herbaty, jest nie do opisania. To fala gorąca i satysfakcji, która rozlewa się po całym ciele.

Drogie Mamy, nie namawiam Was od razu do wskakiwania do przerębla. Chciałabym po prostu zasiać w Was ziarno ciekawości. Może jutro rano, zamiast tylko zerkać przez okno na termometr, odważycie się na trzydzieści sekund spaceru boso po oszronionej trawie lub śniegu na balkonie? 

Zobaczcie ten krótki filmik jednej z mam czwórki dzieci, która dzieli się właśnie tą krotką przyjemna chwilą na własnym tarasie.

To jest ta chwila, w której robicie coś tylko dla siebie, przełamujecie własne bariery i wracacie do domu z wypiekami na twarzy, które nie są wynikiem makijażu, ale autentycznego życia. To mój sprawdzony sposób na to, by w codziennym kołowrotku obowiązków poczuć, że mam w sobie siłę, o której istnienie wcześniej siebie nie podejrzewałam.

Chciałabym Was zachęcić, byście spróbowały przełamać swoje małe bariery, tak jak ja zrobiłam to z pomocą mojej przyjaciółki. Czasem wystarczy kilka kroków po oszronionym balkonie, by poczuć, że żyjemy pełnią piersią i że mamy w sobie siłę, która pozwoli nam dogonić każdą radosną trzylatkę.

MAJALENA

sobota, 21 lutego 2026

Mama czyta: "Fantasmagorie" - opowieści o umarłych


"Fantasmagorie - Opowieści o umarłych"

Zbiór opowiadań gotyckich,
 literatura niemiecka z początku XIX wieku.
Wydawnictwo ZYSK I S-KA

„Fantasmagorie – Opowieści o umarłych” to zbiór gotyckich opowiadań z początków XIX wieku, stanowiący przykład wczesnej literatury grozy wywodzącej się z niemieckiej tradycji. To właśnie w takich historiach – inspirowanych ludowymi legendami i opowieściami o duchach – kształtowały się fundamenty gatunku, który dziś znamy jako horror gotycki.

W zbiorze znajdziemy różnorodne historie – od opowieści rozgrywających się w mrocznych zamkach, po te zakorzenione w ludowych podaniach. Motyw duchów i zjawisk nadprzyrodzonych pojawia się często, choć w kilku przypadkach otrzymujemy bardziej przyziemne, logiczne wyjaśnienie wydarzeń – okazuje się, że ktoś celowo próbuje kogoś nastraszyć. Nie brakuje również wątków nieszczęśliwej miłości, które nierzadko prowadzą do tragicznego finału.

Przyznam, że nie była to dla mnie najłatwiejsza lektura. Rozbudowane, momentami bardzo szczegółowe opisy, długie zdania oraz archaiczne słownictwo sprawiały, że czytanie wymagało większego skupienia. Kilka z tych opowiadań potrafiła jednak wciągnąć i zbudować odpowiedni, tajemniczy klimat. Inne wydały mi się bardziej przewidywalne, zwłaszcza że zakończenia często zmierzały w podobnym, tragicznym kierunku.

Oczywiście to tylko moja subiektywna opinia – jako czytelniczka współczesnej fantastyki mam po prostu trochę inne oczekiwania. W wielu z tych opowiadań brakuje nagłych zwrotów akcji, bo narrator już na samym początku daje do zrozumienia, że historia raczej nie skończy się dobrze. Zdarzają się też teksty ze szczęśliwym zakończeniem, gdzie wszystkie klątwy, przeciwności losu i inne dramaty zostają pokonane – momentami aż za łatwo, przez co traci to dla mnie na wiarygodności.

Mam wrażenie, że autorom bardzo zależało na wyrazistości, stąd ta skłonność do skrajności w opowieściach grozy – albo totalna tragedia, albo pełne zwycięstwo dobra nad światem duchów. Mnie osobiście trochę zabrakło w tym miejsca na życiowy realizm, ale podejrzewam, że dla innych czytelników właśnie taka forma przedstawienia historii może być dużym atutem. Wszystko zależy od tego, jakie historie najbardziej lubicie.

Myślę jednak, że dla osób zainteresowanych literaturą XIX wieku, początkami grozy i klimatem dawnych epok „Fantasmagorie” mogą być naprawdę ciekawą lekturą. To zbiór, który pokazuje, jak rodził się gatunek i jakie motywy fascynowały twórców tamtych czasów.

Choć nie wszystkie opowiadania trafiły w mój gust, cieszę się, że mogłam sięgnąć po klasykę i lepiej poznać korzenie literatury grozy. I choć nie wszystko mnie zachwyciło, to było to interesujące doświadczenie. Jak zwykle doceniam moment przeniesienia na chwilę do innej epoki. Zawsze jest to miła mała chwila z książką.

Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za możliwość przeczytania książki i podzielenia się swoją opinią

czwartek, 22 stycznia 2026

Chwila dla Mamy - 3 sposoby na relaks.

Chwila relaksu dla Mamy.

Bycie mamą to ciągłe obowiązki. Dlatego warto czasem zatrzymać się choć na chwilę. Nie na cały dzień, nie na weekend w SPA – wystarczy 30 minut w domu. Poniżej trzy osobne propozycje. Wybierz jedną, która dziś pasuje najbardziej.

Domowe SPA – 30 minut tylko dla Ciebie

Zrób sobie krótką przerwę od wszystkiego. Zamknij drzwi, zapal świeczkę i pozwól sobie na ciszę. Bez muzyki, bez rozmów, bez powiadomień. Wystarczy ciepły prysznic albo kąpiel, najlepiej z dodatkiem olejku lawendowego lub pomarańczowego. Potem nałóż maseczkę na twarz – może być nawilżająca, aloesowa albo w płachcie – i przez kilka minut po prostu poleż. Na koniec wmasuj krem w dłonie lub stopy. To tylko pół godziny, a potrafi zdziałać cuda dla zmęczonej głowy.

Książka, herbata i chwila spokoju.

Zaparz herbatę, którą naprawdę lubisz. Może melisa, rumianek albo rooibos z wanilią. Usiądź wygodnie i sięgnij po książkę, która nie wymaga wysiłku – lekką powieść, krótkie opowiadania albo coś inspirującego. Nie musisz czytać dużo ani szybko. Chodzi o ten moment, kiedy możesz na chwilę wejść w inny świat i zapomnieć o codziennych sprawach. Te 30 minut są tylko dla Ciebie.

Relaks z oddechem, muzyką i dźwiękami natury.

Połóż się lub usiądź wygodnie i zamknij oczy. Najpierw skup się na oddechu – wdech nosem, wydech ustami trochę dłużej, na przykład przez sześć sekund. Po kilku minutach włącz spokojną muzykę do medytacji: delikatny fortepian, misy tybetańskie albo cichy ambient. Gdy ciało zacznie się rozluźniać, możesz przejść do dźwięków natury – szumu deszczu, fal morskich albo śpiewu ptaków. Takie nagrania bez problemu znajdziesz na YouTube czy Spotify. To prosty sposób, żeby uspokoić myśli i naprawdę odpocząć. 

****

Krótki relaks w spa, chwila z książką lub słuchanie spokojnej muzyki pomagają wyciszyć umysł, obniżyć poziom stresu i odzyskać energię. Taki moment pozwala złapać dystans. Mama, która dba o siebie, ma więcej cierpliwości, spokoju i radości, którymi może dzielić się z innymi. Dlatego znajdź w tygodniu czasem chwilę dla siebie.

sobota, 27 grudnia 2025

Mama czyta: "Mity i legendy starożytnego Egiptu" R.L.Green.


Mity i legendy starożytnego Egiptu - autor
Roger Lancelyn Green, wydawnictwo ZYSK I S-KA

Od zawsze fascynowała mnie jedna z najbardziej intrygujących i tajemniczych cywilizacji w historii – starożytny Egipt. Po krótkiej wycieczce do tego niezwykłego kraju zaczęłam sięgać po filmy dokumentalne poświęcone tej tematyce. Wciąż jednak brakowało mi pełnego zrozumienia, na czym tak naprawdę opierała się wiara dawnych Egipcjan.

Jeśli – podobnie jak ja – szukacie odpowiedzi na te pytania i chcecie lepiej poznać, jak funkcjonowała ta niezwykła cywilizacja, ta książka okaże się bardzo pomocna. Przybliża ona wierzenia i zwyczaje z czasów faraonów, sięgające nawet 3000 lat p.n.e. Czytelnik znajdzie tu opisy legend o egipskich bogach, faraonach i bohaterach oraz lepiej zrozumie świat, w którym religia, codzienność i życie po śmierci były ze sobą nierozerwalnie związane.

Ta książka pozwala zajrzeć za zasłonę tajemnicy starożytnego Egiptu i spojrzeć na tę cywilizację z zupełnie nowej perspektywy. Autor książki przestawia mity i legendy w ciekawy przystępny sposób. Jest autorem między innym książek opisujących mity starożytnej Grecji, Skandynawii, a także nowej interpretacji legendy o królu Arturze.

Książka o starożytnych mitach i legendach Egiptu jest napisana prostym językiem. Nie przytłacza nadmiarem dat ani zbyt dużą liczbą bohaterów, dzięki czemu czyta się ją bardzo dobrze. Historie bogów przedstawione są w sposób klarowny. Każdy rozdział tworzy jedną spójną opowieść o dany Bogu lub bohaterze.

Z lektury można zrozumieć, dlaczego dla starożytnych Egipcjan tak ogromne znaczenie miało właściwe pochowanie zmarłych oraz zachowanie wszystkich rytuałów pogrzebowych. Wierzono, że po śmierci dusza trafia przed sąd Ozyrysa, a tylko ci, którzy przeszli go pomyślnie, mogli dostąpić życia wiecznego w zaświatach.

W przedstawionych mitach ważną rolę odgrywają faraonowie, którzy ukazani są jako strażnicy porządku i sprawiedliwości. Zazwyczaj przedstawiani są w pozytywnym świetle — jako władcy działający zgodnie z wolą bogów i dbający o ład świata. W książce pojawiają się również wzmianki wyjaśniające, z jakich powodów powstawały konkretne piramidy i świątynie. Na przykład w micie o bogu Chnumie, opiekunie Nilu i stwórcy ludzi, dowiadujemy się, dlaczego faraon Menes nakazał budowę świątyni poświęconej właśnie temu bóstwu.

Poznajemy również jednego z najważniejszych bogów egipskich — Ra, boga słońca i stwórcę świata. To on według wierzeń dał początek istnieniu bogów i ludzi oraz czuwał nad porządkiem świata. Choć nie jest odpowiednikiem Boga chrześcijańskiego, jego rola stwórcy i opiekuna sprawia, że można dostrzec pewne symboliczne podobieństwo.

Jeśli lubicie książki historyczne oparte na legendach i mitach, a przy tym napisane w przystępny sposób, polecam tę pozycję zarówno jako dobrą lekturę dla nastolatków, jak i książkę idealną przed podróżą do Egiptu. Osobiście najlepiej czytało mi się ją wieczorami jako lekką i przyjemna lekturę przed snem. 

sobota, 22 listopada 2025

Mama czyta - "Najpierw skandal" seria Bridgertonowie, J.Quinn


"Najpierw skandal" seria Bridgertonowie,
romans historyczny - autorka Julia Quinn
Wydawnictwo ZYSK i S-KA

Główna bohaterka, Georgina Bridgerton, nie myśli o małżeństwie. Nie widzi odpowiedniego kandydata, a w gronie rodzinnym i wśród przyjaciół czuje się najlepiej. Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy dochodzi do skandalu, który wywołuje jej domniemany adorator. W wyniku tej podstępnej intrygi reputacja Georginy zostaje nadszarpnięta. Całe otoczenie plotkuje o skandalu. W tej sytuacji nikt już nie będzie chciał jej poślubić, a Georgina nie zamierza ulec naciskom łotra, który liczy na jej posag. Skrycie marzy o prawdziwej miłości, lecz nie widzi na to żadnych szans.

Jednak dochodzi do pewnej intrygi ze strony hrabiego Rokesby, który namawia swojego syna Nicholasa, aby oświadczył się Georginie z rozsądku. Hrabia jest chrzestnym dziewczyny, której rodzina mieszka po sąsiedzku. Pojawia się jednak problem, gdyż Nicholas traktuje ją jak przyjaciółkę i nigdy nie pomyślałby o tym, aby ją poślubić. Pochłonięty studiami medycznymi nie myśli jeszcze o małżeństwie. Powstaje więc dylemat: czy Nicholas ulegnie presji ojca? Czy Georgina przyjmie oświadczyny wynikające z litości? W tym miejscu pozostawiam wprowadzenie do tej historii.

Nicholas, stojąc przed dylematem, czy ulec presji ojca, zaczął dokładnie przyglądać się Georginie już nie jako przyjaciółce, lecz kandydatce na żonę. Dostrzegał fakty, których wcześniej nie zauważał. Przeanalizował sytuację i uznał, że małżeństwo bez miłości może mieć sens. Nicholas prostu bardzo lubił rozmawiać z Gorgininą. Czuł się przy niej bardzo swobodnie. Z kolei Georgina zaczęła dostrzegać w nim mężczyznę i w pewnych momentach była tym faktem nawet speszona. Coś jednak było na rzeczy. Ale czy to już była miłość?

W całej tej historii znajdziecie mnóstwo zabawnych zdarzeń i komicznych dialogów. Autorka z lekkością i humorem prowadzi nas przez losy bohaterów, tworząc opowieść pełną nagłych zwrotów akcji, emocjonalnych uniesień, ciepłych, rodzinnych scen oraz bardzo intymnej relacji kochanków. Georgina jest niezależna, pewna swoich przekonań i właśnie ta jej autentyczność zdaje się najbardziej przyciągać Nicholasa. Jeśli chcecie się dowiedzieć, czy z prawdziwej przyjaźni można przejść do prawdziwej miłości to polecam Wam tą książkę. Ja z przyjemnością przeczytaj kolejną powieść z tej serii.

Każda powieść autorki odsłania inne oblicze miłości, a ta wyjątkowo pokazuje, że nawet najbardziej nieoczekiwane początki mogą prowadzić do najpiękniejszych zakończeń. Właśnie dlatego jej książki czyta się tak szybko, lekko i z ogromną przyjemnością. Wydawnictwu dziękuję za możliwość napisania tej recenzji. 

Przesyłam pozdrowienia - Joasia.