Witam Was serdecznie :-)
W tym roku sezon narciarski zmierza już ku końcowi. Mimo wszystko rodzinnie postanowiliśmy, przy okazji wizyty w Nowym Targu, wybrać się na stok.
Jako, że wokoło jest
dość sporo tras dla narciarzy, zarówno tych początkujących, jak tych
zaawansowanych mieliśmy w czym wybierać. Był to wyjazd spontaniczny,
bardziej pod dziecko i mieliśmy ograniczoną ilość czasu. Biorąc te
składowe pod uwagę masz wybór padł na miejsce, do którego łatwo
dojechać, gdzie parking jest całkiem przyzwoity i przystępne ceny.
W
drodze powrotnej z Nowego Targu do Krakowa, z głównej drogi zjechaliśmy
w Chabówce. Po dosłownie kilku minutach byliśmy na bezpłatnym parkingu
przy Wyciągu Narciarskim "U Żura". Parking jak na panujące warunki
dobrze utrzymany. Miejsc postojowych jest mnóstwo, nawierzchnia
utwardzona, a do stoku trzeba przejść tylko przez ulicę i tory
kolejowe.
Z uwagi na
popołudniową porę w pierwszej kolejności udaliśmy się do restauracji u
podnóża stoku. Jak zwykle jedzenie było bardzo dobre, świeże i w
przystępnej cenie. Do tego gorąca herbata przed samym wyruszeniem na
zimową jazdę. Po napełnieniu brzuszków czas na zakup karnetu. Cennik nie
zaskoczył nas, ceny bardzo rozsądne, a najrozsądniej prezentuje się
karnet obowiązujący w godzinach 15.00-20.00, czyli do zamknięcia stoku.
Obowiązuje on na wszystkie trzy trasy, a do każdej jest osobny wyciąg. Pierwsze
podejście było na małym wyciągu - ma on 100 metrów, o nachyleniu
idealnym dla początkujących. Niestety tym razem nie udało nam się
skorzystać z instruktora, gdyż nie rezerwowaliśmy wcześniej lekcji. W
poprzednim sezonie dla niespełna 5-letniego dziecka wystarczyły 2 lekcje
u Pani Martyny (dziękujemy serdecznie), by pojęło o co chodzi i
spokojnie jeździło nawet slalomem. Nic to, sami też damy radę trochę
pojeździć. Początkowe zjazdy były dość karykaturalne. Dzieci jakoś
szybciej łapią, by może dlatego, że mają bliżej do ziemi w razie upadku ;-) a tak całkiem serio to zostaliśmy zmotywowani przez najmłodszego
członka rodziny do pójścia na średni wyciąg o długości 170 metrów.
Najmniej przypadł nam do gustu ze względu na utrudniony zjazd z orczyku -
trzeba podjechać pod górkę, co bez kijków jest trudne do zrobienia dla
narciarzy na naszym poziomie. Zmęczyliśmy kilka zjazdów i ochoczo
ustawiliśmy się w kolejce do orczyku, który miał nas zaciągnąć na sam
szczyt górki - jego długość to 350 metrów). I to było to - początek
trasy łagodny, dopiero po chwili następuje załamanie stoku i można
pędzić na sam dół z zwrotną prędkością, co uwielbiają najmłodsi. Na
samym szczycie jest miejsce przeznaczone na ognisko, gdzie można upiec
kiełbaski. Dla odważnych przygotowana jest także malutka skocznia, którą
odkryliśmy przez przypadek podczas ostatniego zjazdu, tuż przed
zamknięciem.
Podczas tej
wizyty mieliśmy do czynienia z bardzo miłą obsługą, która w razie potrzeby pomagała
wszystkim narciarzom. Co warte uwagi sami narciarze byli uprzejmi wobec
siebie i również pomocni w razie potrzeby.
Najmłodsi narciarze dzielnie jeździli do samego zamknięcia stoku :-)
Uroku
temu miejscu dodaje sąsiedztwo linii kolejowej, gdzie co jakiś czas
przejeżdża pociąg, poprzedzający swoje zbliżanie się klaksonem
kolejowym.
Z informacji praktycznych: w sezonie stok czynny jest w godzinach 9.00 - 20.00
Szczegółowe informacje możecie znaleźć pod adresem: www.chabowka.com
Pozdrawiam Was zimowo :-)
Anita / Zochnadesign






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz